Długie blond włosy, nowe życie i pytania, które nie dają spać. Paulina Smaszcz przyszła do studia z czymś więcej niż metamorfozą.

Pod koniec maja Paulina Smaszcz zaskoczyła obserwatorów na Instagramie - po latach krótkiego uczesania postawiła na długie blond włosy. Dla wielu to był sygnał większej zmiany. Miała rację.

Przeprosiny na wizji i szczere wyznanie o zdrowiu

Dziennikarka pojawiła się w programie "Dzień dobry TVN" i już na wstępie przeprosiła widzów za nieobecność tydzień wcześniej. Powód? Problemy zdrowotne, o których nie zamierzała milczeć.

"Nie jestem w najlepszej kondycji fizycznej, w sensie takiej zdrowotnej, dlatego przepraszam za moją nieobecność w ubiegłym tygodniu" - powiedziała wprost w programie. I dodała coś, co zatrzymało studio: "Cały czas mam takie myślenie: czy ja jeszcze zdążę? Czy dam radę? Czy jeszcze pociągnę?"

To nie był zwykły przepraszam-spóźniłam-się. To brzmiało jak rachunek sumienia na żywo.

Wnuczka jako powód, żeby walczyć dalej

Smaszcz wyjaśniła też, skąd bierze siłę do dalszego działania. Wskazała na konkretną osobę - swoją wnuczkę, o której mówiła z wyraźnym wzruszeniem.

"Tak sobie patrzę na moją wnuczkę, którą kocham nad życie (...). Tak bym chciała zobaczyć, jak wzrasta jako kobieta przekonana o swojej wartości, że jesteś piękna, jesteś mądra, dasz radę, nikogo nie potrzebujesz oprócz samej siebie" - wyznała w rozmowie w "Dzień dobry TVN".

Dziennikarka nie ukrywała, że właśnie ta perspektywa - przekazywanie wartości kolejnym pokoleniom kobiet - napędza ją dziś bardziej niż cokolwiek innego.

Na Instagramie napisała wcześniej: "Patrzę w lustro i nie mogę uwierzyć, że to naprawdę ja. Wciąż ja, ale z innym wnętrzem i marzeniami. Nigdy nie miałam długich blond włosów. Nigdy nie byłam tak gotowa na życie jak teraz."

Nowe włosy, nowe myślenie - i pytania o zdrowie, których Smaszcz nie zamierza chować za uśmiechem. Czy to odwaga, czy sygnał, że dzieje się coś poważniejszego? Dajcie znać w komentarzach, co o tym myślicie.