Stadion w Jastrzębiu-Zdroju, piątkowy wieczór, kilkaset osób wpatrzona w pustą scenę. Skolim miał zagrać o 20:30 - zagrał dwie godziny później.
Dni Jastrzębia-Zdroju miały się skończyć wielkim finałem. Skolim jako gwiazdor wieczoru, koncert na stadionie miejskim, start o 20:30. Tyle teoria. W praktyce publiczność stała pod sceną i czekała - minutę, kwadrans, godzinę, dwie.
Część widzów nie wytrzymała. Wyszli jeszcze przed pierwszym utworem. Ci, którzy zostali, po koncercie przenieśli frustrację do internetu.
Dwie godziny pod sceną. Bez słowa wyjaśnienia
Najbardziej bolał nie sam poślizg, lecz - według relacji uczestników - brak jakiegokolwiek komentarza ze strony artysty. Fani wskazywali, że naturalnym gestem byłyby przeprosiny na starcie. Nic takiego podobno nie padło.
W mediach społecznościowych posypały się komentarze: "Żenada! Miał być o 20:30, zero szacunku dla swoich fanów!", "Ma płacone i nie potrafi dojechać", "Dwie godziny poślizgu. Ludzie musieli wychodzić z koncertu przed końcem, bo godzina już zrobiła swoje", "Porażka, nie artysta" - takie wpisy krążą po sieci.
Uczestnicy zgłaszali też inne problemy: tłok pod sceną, trudności z przemieszczaniem się między sektorami i zbyt wolna reakcja służb porządkowych w najbardziej zatłoczonych punktach.
Skolim znów w ogniu. Nie pierwszy raz w tym roku
To nie pierwsza kontrowersja z udziałem wokalisty w ostatnich miesiącach. Wcześniej Skolim wywołał burzę głośną wypowiedzią o finansowaniu emerytur dla artystów - na tyle ostrą, że publicznie skomentowała ją Doda, nie gryząc się w język.
Teraz znów jest głośno - i znów nie o muzyce.
Czy Skolim odniesie się do spóźnienia? Na razie cisza. Fani czekają na wyjaśnienie - tym razem mamy nadzieję krócej niż dwie godziny.






