Marta Manowska stanęła twarzą w twarz z rozgniewanym mężczyzną na ulicy w Szczawnicy. Kamera nagrała wszystko - do pewnego momentu.

Co się stało w Szczawnicy?

Marta Manowska kręciła materiał wideo ze swoją ekipą w Szczawnicy, gdy na drodze stanął jej pewien mężczyzna. Damian Gabryś - określany w sieci jako samozwańczy aktywista - miał poważne zastrzeżenia do nagrywania kamienicy, w której podobno mieszka. Od pierwszych sekund dał jasno do zrozumienia, że nie zamierza odpuścić.

Mężczyzna zażądał od ekipy Manowskiej usunięcia nagrań i okazania dokumentów. "Chciałbym, żebyście stąd odeszli, bo mam obawy" - powiedział wprost do towarzyszy prezenterki.

Gabryś to postać nieobca w sieci. Jego medialna aktywność wzbudza kontrowersje - w internecie krążyła nawet petycja z żądaniem usunięcia jego konta, które miało promować nieodpowiednie treści. Z ekipą Manowskiej podobno nie rozmawiał grzecznie od samego początku.

Nagranie urwało się w najgorszym momencie

Film z całego zdarzenia nie pokazuje finału sprzeczki - urwał się, zanim sprawa znalazła jakiekolwiek rozwiązanie. Nie wiadomo, jak potoczyły się losy ekipy i czy nagranie ostatecznie zostało usunięte.

Tuż przed końcem wideo słychać, jak jeden z towarzyszy Manowskiej dzwoni do kogoś i podaje dokładny adres zdarzenia. Mówi wprost, że są "nagabywani" przez nieznanego mężczyznę.

Co do samej Manowskiej - na nagraniu prezenterka znana z "Rolnik szuka żony" zachowała spokój, przynajmniej do momentu, gdy kamera jeszcze działała. Co było dalej? Tego nie wiemy.

Czy ekipa skończyła kręcić materiał, czy musiała się ewakuować spod kamienicy - to pytanie na razie pozostaje bez odpowiedzi. Jedno jest pewne: niespodziewane spotkanie w Szczawnicy raczej nie było zaplanowane w harmonogramie dnia zdjęciowego.

Wy też uważacie, że nagranie urwało się w najgorszym możliwym momencie? Piszcie w komentarzach.