Ona była gwiazdą mimo siebie. Urszula Sipińska trafiła na scenę przez przypadek, stała się ikoną PRL-u, ale zawsze miała inny plan. W połowie lat 90. zdjęła buty sceniczne i nigdy ich nie włożyła - do tej pory nie żałuje decyzji, którą podjęła ponad 30 lat temu.
Gwiazda przez przypadek, nie przez powołanie
Urszula Sipińska uważa, że jej kariera muzyczna to było "jak magia, nie moja magia". Wszystko zaczęło się w 1967 roku na Krajowym Festiwalu Piosenki w Opolu, gdzie jej piosenka "Zapomniałam" oczarowała publiczność. Sukces przyszedł z dnia na dzień, ale artystka miała zupełnie inne plany na życie.
W 1972 roku Sipińska ukończyła studia na Wydziale Architektury Wnętrz w Poznaniu - zawód, który naprawdę ją pasjonował. W wywiadzie dla portalu nto.pl wspominała: "Nie chciałam śpiewać. Miałam inne plany. Studiowałam wymarzoną architekturę wnętrz. Niczego wtedy nie przeczuwałam. A jednak moje życie zmieniło się w ciągu 24 godzin. Z dnia na dzień stałam się własnością publiczną".
Szaleństwa fanów, świadome wycofanie się
Cariera Sipińskiej w latach 70. była burzliwa - niemal legendarny stał się incydent z kapeluszem podczas XV Krajowego Festiwalu Piosenki w Opolu, gdy artystka wdała się w pychę z Marylą Rodowicz. Rozdzielać je musieli Wojciech Młynarski i Wiesław Gołas. Do dzisiaj fani pamiętają też scenę sprzed domu rodziców Sipińskiej w Poznaniu, gdzie tłumy dziewczyn czekały na ślub z Sewerynem Krajewskim - którego nigdy nie było.
Ale Sipińska miała dla siebie jasny limit. W programie "Uwaga!" wyznała: "Powiedziałam sobie, że kiedy skończę 40 lat to koniec z estradą. Pomyślałam sobie wtedy, że to jest ulotny zawód dla młodzieży, dla ludzi o żelaznych nerwach. Można pośpiewać, ale nie można męczyć ludzi swoją osobą w nieskończoność".
Ostatnim albumem Sipińskiej był "Białe święta" z 1992 roku. Wtedy właśnie artystka podjęła decyzję, którą planowała od lat - wróciła do architekturi wnętrz. Otworzyła własne studio projektowe w Poznaniu, a potem studio wyposażenia wnętrz. I nigdy nie wróciła na scenę.
Bez żalu, z konkretem
Z perspektywy 30 lat Sipińska nie żałuje swojego wyboru ani trochę. W wywiadzie dla nto.pl cytowała zespół Perfect: "Trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść niepokonanym. Jak widać, nie osiągnęłam wystarczającego poziomu samouwielbienia, by śpiewać do siedemdziesiątki. Nie wyobrażam sobie dojścia do obciachowej ścianki, gdzie artysta staje się już tylko parodią samego siebie".
Dziś Sipińska realizuje się w zawodzie, do którego przygotowywała się na studiach. A gdy słyszy o współczesnych artystach, którzy nie potrafią zejść ze sceny, podobno poleca im własny scenariusz - zaplanowany, świadomy, bez żalu.




