Oświadczenie pojawiło się na Instagramie kilka godzin po ataku. Rozenek-Majdan nie gryzła się w język.

W czwartek nieznani sprawcy oblali butik Małgorzaty Rozenek-Majdan brązową substancją przypominającą nieczystości. Ten sam los spotkał sklep Andziaks. Obie celebrytki prowadzą swoje lokale w Warszawie. Atak był skoordynowany - sprawcy uderzyli w dwa miejsca tego samego dnia, wyraźnie z premedytacją.

Co napisała Rozenek?

Rozenek-Majdan rozumie prawo do protestu - zaznaczyła to wyraźnie w oświadczeniu na Instagramie. Sama od lat angażuje się społecznie i wie, że sprzeciw bywa potrzebny. Ale niszczenie cudzej własności to dla niej zupełnie inna historia.

"Niszczenie czyjejś własności, zakłócanie pracy (...) nie są narzędziami debaty publicznej. Nie możemy uznać, że niszczenie czyjejś własności jest akceptowalnym sposobem wyrażania poglądów. Od tego świat nie stanie się bardziej sprawiedliwy. Nie zmniejszą się nierówności. Nikomu nie będzie żyło się lepiej" - napisała na Instagramie.

Dodała też, że w momencie ataku w sklepie byli jej pracownicy. Dla nich ten dzień skończył się traumą, na którą zupełnie nie byli przygotowani. To zdanie uderzyło w sieci najmocniej - bo odrywa całą sprawę od wizerunku celebrytki i sprowadza ją do konkretnych ludzi, którzy po prostu przyszli do pracy.

Rozenek jako cel - to nie pierwszy raz

Małgorzata Rozenek-Majdan od lat funkcjonuje w przestrzeni publicznej jako jeden z najłatwiejszych celów dla tych, którzy chcą zaistnieć na kontrze do "bogactwa i przywilejów". Jej styl życia, drogie wakacje, luksusowe wnętrza - wszystko to regularnie wywołuje falę hejtu w sieci. Tym razem jednak ktoś przeniósł internetową agresję do świata realnego. I to dosłownie - z substancją w rękach, pod drzwiami sklepu. Dla Rozenek to przekroczenie granicy, której nie zamierza przemilczeć.

Co dalej ze sprawcami?

Rozenek-Majdan liczy na to, że odpowiedzialni poniosą konsekwencje. "Każdy, kto przekracza granice prawa, powinien ponieść odpowiedzialność w ramach państwa prawa. Tylko w ten sposób możemy chronić przestrzeń do prawdziwej debaty" - podsumowała w tym samym oświadczeniu.

Według informacji "Super Expressu", Andziaks zgłosiła już sprawę odpowiednim służbom. Podobno policja podjęła czynności wyjaśniające. Kamery monitoringu w okolicy mogą okazać się kluczowe - warszawskie centrum jest nimi gęsto pokryte.

W sieci tymczasem trwa gorąca dyskusja. Część internautów chwali Rozenek za spokojny, rzeczowy ton oświadczenia - bez histerii, bez łez na stories. Inni twierdzą, że celebrytki same "przyklejają sobie tarczę" eksponując majątek. Obie strony krzyczą. Sprawcy - na razie - milczą.

Pytanie, które teraz zadają sobie wszyscy: czy zostaną zidentyfikowani - i czy ktokolwiek z ich środowiska potępi ten atak tak samo głośno, jak go oklaskiwał?