Joanna Jabłczyńska zagrała wprost. Zamiast sądu wystawiła Dorocie Szelągowskiej jedno żądanie - wsparcie jej zbiórki, którą założyła po afierze wokół "Nigdy w życiu!". Dorota? Zakończyła rozmowę trzema słowami.

Co się stało z rolą Tosi?

Wszystko zaczęło się od decyzji producentów ekranizacji "Nigdy w życiu!". Joanna Jabłczyńska nie zagra Tosi w nowej części. Aktorka wyjawiła, że podmiot inwestujący w film miał własną kandydatkę na rolę. Fani poczuli się zawiedzeni - wielu otwarcie zapowiedziało, że nie pójdzie na kinową premierę bez oryginalnej obsady.

Atak Szelągowskiej i przeprosiny

Krytyka tak mocno zirytowała Dorotę Szelągowską, że projektantka TVN nagrała obraźliwy filmik. Powiedziała, że Jabłczyńska "przegrała" i "czyni wiele zła". Presja fanów i spadające zasięgi sprawiły, że Dorota wycofała się ze słów i usunęła nagranie. W czwartek rano opublikowała 16-sekundowe przeprosiny: "Aśka, bardzo cię przepraszam. Nie miałam prawa cię obrażać. Żadne poczucie krzywdy tego nie tłumaczy. Jest mi wstyd".

Jabłczyńska wystawia warunki

Aktorka przyjęła przeprosiny, ale nie zapomniała o żądaniach, które wcześniej otrzymała od matki Szelągowskiej - pisarki. Jabłczyńska uiściła 5 tysięcy złotych na wskazaną fundację i założyła zbiórkę dla fanów. Na koncie widnieje już ponad 433 tysięcy złotych. Do fanów napisała jasno: "Pozywać nie będę, ale liczę, że również zbiórkę udostępni i pieniądze wpłaci".

Szelągowska daje nura

Redakcja "Faktu" spróbowała skontaktować się z Dorotą w celu potwierdzenia, czy przychyli się do propozycji Jabłczyńskiej. Gwiazda TVN nie próbowała nawet udawać zainteresowania. "Dziękuję za rozmowę, do widzenia" - powiedziała wyćwiczonym spokojnym tonem i natychmiast zakończyła połączenie. Milczenie mówi więcej niż słowa.