Ilona Łepkowska, która 22 lata temu napisała scenariusz do 'Nigdy w życiu!', weszła w dyskusję o aferze wokół obsadzenia nowej części. Scenarzystka była nieubłagana - problem nie to, że Joanna Jabłczyńska nie grała, tylko JAK producenci ją obsługiwali.
Komunikacja to wszystko
Ilona Łepkowska, autorka scenariusza oryginalnego 'Nigdy w życiu!', zabrała głos w komentarzach pod postem producentki Blanki Poksińskiej. Scenarzystka wyjaśniła rzecz jasną - afera to nie o roli, ale o braku elementarnej komunikacji.
'Dokładnie o to chodzi w tej aferze - o komunikację. Jasne zakomunikowanie Joasi, że jest kilka kandydatek (jeśli istotnie tak było), potem uprzejme i z klasą poinformowanie o decyzji producentów i reżysera. I nie byłoby całej afery' - napisała Łepkowska. Jej zdaniem konflikt można było rozwiązać w pięć minut i jednym uczciwie sformułowanym mailu.
Lepkowska zna Jabłczyńską osobiście i wie, że aktorka ma wykształcenie prawnicze. To szczegół istotny - bo właśnie dlatego aktorka zdecydowała się upublicznić całą sprawę. Nie z chęci robienia afery, ale ze świadomości, jak ważne są słowa w mediach.
Ekspertka od wizerunku mówi jasno
'W całej tej historii poza oceną działań osób związanych z produkcją filmu jest ważne jeszcze jedno - że Joanna Jabłczyńska jest prawniczką, specjalistką od wizerunku m.in. osób publicznych w mediach. I ona, w odróżnieniu od pozostałych »osób dramatu«, waży słowa, bo wie, jak są ważne, gdy są wypowiadane publicznie' - podkreśliła scenarzystka.
Lepkowska miała rację. Jabłczyńska czekała na oficjalną komunikację, dostała milczenie, a potem musiała tłumaczyć się na imprezach branżowych. To humilacja - a nie brak roli.
Afera zaczęła się od tego, że Joanna dostała scenariusz, poznała filmowego partnera, poznała harmonogram, a potem - radio. Producenci nigdy nie powiedzieli jej wprost, że rola przypadła Żulewskiej. Dowiedzieć się miała z plotek na ściance?
Grochola wydała oświadczenie o krokach prawnych, później je usunęła. Szelągowska wylała się w mediach bez trzymania języka za zębami. A Łepkowska? Ona po prostu wskazała, gdzie rzeczywiście leży problem - w braku klasy i profesjonalizmu.
Co dalej? Afera będzie się ciągnąć, dopóki producenci nie wydadzą jasnego, oficjalnego oświadczenia. Ale czy się odważą?




