Marcela Chwalińska przyznała przed kamerami, że córkę widuje zaledwie kilka razy w roku. Na dzień, dwa - i znów walizki, znów lotnisko, znów cisza w domu w Dąbrowie Górniczej.
Maja Chwalińska podbija świat, a jej rodzice zostają z dumą i tęsknotą. Tomasz i Marcela Chwalińscy rozmawiali z ekipą "halo tu polsat", która przyjechała prosto do ich rodzinnego domu. To, co powiedzieli, trudno słuchać bez ściśniętego gardła.
Kopciuszek z Dąbrowy Górniczej - jak to się zaczęło
Początki kariery Maji były dalekie od hollywoodzkiego scenariusza. Rodzice jechali na jej pierwsze turnieje z bardzo skromnymi marzeniami. Mama Marcela wyznała w rozmowie z "halo tu polsat": "Jechaliśmy z nadzieją, żeby chociaż przeszła eliminacje". Pierwszy puchar? Mały, niepozorny, z turnieju w Chorzowie. "Chyba tylko ja pamiętam, który jest pierwszy" - powiedziała pani Marcela.
Ojciec Tomasz od początku widział w córce coś wyjątkowego. "Dziewczyna znikąd, nagle na salony. Tutaj jest historia Kopciuszka" - skwitował przed kamerą. Rzeczywistość przerosła wszystko, czego mogli się spodziewać.
Co ciekawe, to właśnie rodzice nieraz namawiali Maję, żeby zwolniła. Rówieśnicy imprezowali, ona trenowała. "Nawet my ją nieraz namawialiśmy, żeby zrobiła sobie trochę jakiegoś luzu. Ona miała wszystko podporządkowane, żeby dążyć do zawodostwa" - mówił ojciec.
Mama nie ogląda meczów. Tak jak mama Igi Świątek
Marcela Chwalińska ma pod tym względem sporo wspólnego z Dorotą Świątek - mama Igi również nie jest w stanie usiedzieć przed telewizorem podczas meczów córki. Nerwy nie pozwalają. "Może to jest dziwne, ale ja nie oglądam córki meczów, bo się bardzo denerwuję. Na początku było tak, że oglądałam połowę i wychodziłam, bo nie dawałam rady" - przyznała pani Marcela.
Z czasem nabierała sił i zostawała do końca. Ojciec Tomasz radzi sobie ze stresem lepiej - spokojnie siedzi i analizuje każdy gem.
Ale największy koszt międzynarodowej kariery Mai to nie nerwy przy telewizorze. To rozłąka. "W tej chwili to ona nas odwiedza praktycznie parę razy w roku. Przyjedzie tylko na chwilkę, na dzień, dwa i wraca do swoich zajęć. Widzimy się rzadko" - powiedziała mama sportsmenki.
Dom w Dąbrowie Górniczej Maja ogląda dziś głównie na zdjęciach. Taki jest rachunek za wielkość.
Co wy na to - czy taka cena za sławę brzmi dla was zbyt wysoko? Dajcie znać w komentarzach.




