Maryla Rodowicz zaprosiła fanów na scenę - i tu zaczął się prawdziwy chaos. Chętnych było tylu, że ochrona musiała siłą zawracać ludzi z powrotem na miejsca.

Maryla Rodowicz zaprosiła fanów na scenę - i tu zaczął się prawdziwy chaos. Chętnych było tylu, że ochrona musiała siłą zawracać ludzi z powrotem na miejsca.

Wczorajszy koncert w Operze Leśnej w Sopocie był częścią letniej trasy artystki pod nazwą "Niech żyje bal". Publiczność tańczyła od pierwszych minut. Nikt nie siedział spokojnie - bo jak tu siedzieć spokojnie, gdy Rodowicz śpiewa "Małgośkę" i "Kolorowe jarmarki" na żywo?

Sceny jak z rockowego koncertu

W pewnym momencie Maryla gestem zaprosiła widzów na scenę. Błąd - albo geniusz. Na sopockie deski ruszyły tłumy. Ochrona natychmiast wkroczyła do akcji i zawracała kolejne osoby z powrotem na widownię. Szczęśliwców, którym udało się zostać, było zaledwie kilkoro - i to właśnie oni zaśpiewali z Marylą oraz jej trzyosobowym chórkiem dwa pełne utwory.

Finał był nie do pobicia. Gdy ze sceny popłynęły dźwięki tytułowego "Niech żyje bal", cała Opera Leśna śpiewała razem z artystką. Na bis Rodowicz dała "Tango na głos, orkiestrę i jeszcze jeden głos" - i sala znów eksplodowała.

Pięć dekad i wciąż pełne sale

Maryla Rodowicz zadebiutowała w latach 60. Jej pierwsza wielka wygrana to VII Festiwal w Opolu w 1969 roku z piosenką "Mówiły mu". Od tamtej pory minęło ponad pięćdziesiąt lat - a kolejki do ochrony na jej koncertach są dowodem, że nic się nie zmieniło.

Z relacji fanów zamieszczanych w mediach społecznościowych wynika, że trasa "Niech żyje bal" przyciąga widzów w każdym wieku. Starsi pamiętają każde słowo, młodsi uczą się go na bieżąco. To rzadkość nawet wśród największych gwiazd.

Pytanie tylko jedno: czy na kolejnym koncercie Maryla znowu zaprosi fanów na scenę? Bo ochrona chyba już wie, czego się spodziewać.