Sprzedała malucha, żeby opłacić składki emerytalne. Teraz i tak dostaje 3 tysiące złotych miesięcznie. Agnieszka Robótka-Michalska, gwiazda pierwszej polskiej telenoweli, w nowym wywiadzie nie owijała w bawełnę.
Ewa z 'W labiryncie' i jej życie po serialu
Agnieszka Robótka-Michalska grała Ewę Glinicką w serialu 'W labiryncie' - pierwszej polskiej telenoweli z lat 80. Produkcja zgromadziła przed telewizorami całą Polskę, a aktorka z dnia na dzień stała się rozpoznawalna na każdym rogu. Zbyt rozpoznawalna. Po 50 odcinkach miała dość - i roli wiecznie smutnej Ewy, i życia pod lupą. Odeszła z serialu i zniknęła z ekranów.
Przez kolejne lata grała w teatrze, przyjmowała okazjonalne role telewizyjne. Wyjechała do Anglii, gdzie przez dwa lata pojawiała się w angielskich i francuskich produkcjach. Tam założyła rodzinę. Do Polski wróciła po 12 latach.
'3 tys. zł to nie jest dużo' - aktorka nie owija w bawełnę
W rozmowie z portalem Kozaczek Robótka-Michalska opowiedziała wprost, jak wygląda jej codzienność na emeryturze. Aktorka przyznała, że dostaje około 3 tysięcy złotych miesięcznie - i nie uważa tego za godną kwotę po dekadach pracy.
'Mam, ale dużą nie' - powiedziała krótko o swojej emeryturze.
Jej historia ze składkami to osobny rozdział. Podobno na prośbę aktora Edmunda Fettinga opłaciła składki wstecz, żeby zabezpieczyć się na starość. Kosztowało ją to sprzedaż samochodu. 'Edmund Fetting mi powiedział: żebyś nie musiała biedować, to sobie odłóż - i ja opłaciłam składki wstecz. Nawet malucha musiałam wtedy sprzedać' - wspomniała w wywiadzie dla Kozaczka.
I co z tego wyszło? 3 tysiące złotych miesięcznie.
Ale Robótka-Michalska nie narzeka biernie. Pracuje. 'Owce pasę, buduję domy' - powiedziała bez cienia żalu. Wcześniej, jeszcze w czasach studenckich w Paryżu, sprzątała i opiekowała się starszymi osobami, tłumaczyła też filmy francuskie. Aktywność to dla niej stan naturalny.
Historia Robótki-Michalskiej to jeden z tych przypadków, które przypominają, że sława z lat 80. rzadko przekładała się na finansowe zabezpieczenie. Serial, owacje, rozpoznawalność na ulicy - a potem sprzedaż malucha, żeby mieć z czego żyć na emeryturze. Czy system powinien lepiej chronić artystów? To pytanie, które po tym wywiadzie samo się nasuwa.




