Robert Stockinger robi karierę przed kamerą, ale własną żonę przed kamerą chowa. I robi to świadomie.
Patrycja Stockinger jest jego żoną od ponad pięciu lat. Pracuje w telewizji, ma własnych fanów, a jej mąż... konsekwentnie trzyma ją z dala od swojego profilu. Nie dlatego, że ma się czego wstydzić - wręcz przeciwnie.
"Jest kim. Dobry człowiek o wielkim sercu"
Przy okazji piątej rocznicy ślubu Stockinger wrzucił wspólne zdjęcie z żoną i napisał wprost: "Mało tu mojej żony, bo nie lubię się chwalić. A jest kim! Dobry człowiek o wielkim sercu" - czytamy w poście prezentera.
Fani natychmiast zalali wpis komentarzami. "Piękna żona! Piękne małżeństwo! Dużo szczęścia i miłości na kolejne lata" - pisali. Para po prostu ustaliła zasadę: prywatność zostaje prywatna. Wspólne kadry pojawiają się tylko przy naprawdę ważnych okazjach.
Robert i Patrycja poznali się w telewizji - oboje robili karierę przed kamerą, choć w różnych stacjach. Ona związała się zawodowo z TVN i TTV, on poszedł własną drogą. Stockinger jest zresztą synem aktora Tomasza Stockingera, więc branżę ma we krwi.
Dziadek Tomasz czekał na wnuki niecierpliwie
Zanim na świecie pojawiły się ich dzieci, ojciec prezentera podobno nie dawał synowi spokoju. "Tata pyta o wnuka cały czas, ale na razie nie mamy dla niego sensownej odpowiedzi. Wiem, że tato opowiada innym, że coś się szykuje" - mówił Stockinger w rozmowie z "Faktem".
Doczekał się. Para ma dziś dwójkę dzieci, a Tomasz Stockinger nie kryje dumy z syna i synowej. "Dają swoim dzieciom tyle, ile mają i mogą, a nawet więcej. Są pełni miłości, oddania i poświęcenia. A do tego - bardzo obowiązkowi" - powiedział aktor.
W dobie social mediów, gdzie każdy celebryta dokumentuje każdy posiłek i każdy wyjazd, Stockingerowie wybrali coś zupełnie innego. Cisza, spokój i dzieci poza zasięgiem fleszy.
Czy to najzdrowsza strategia w show-biznesie? Wiele par mogłoby się od nich uczyć.




