Robert Stockinger opowiada o zakulisowych grach przy kontynuacji kultowego "Nigdy w życiu". Jego córka Oliwka miała już ustalony udział, dobrze przeszła casting, a potem producenci zamilkli. W nagraniu na TikToku prezenter wyjaśnia, co się stało.
Castingowy horror rodziny Stockingerów
Robert Stockinger wkracza do afery "Nigdy w życiu" z własną historią. Jego córka Oliwka zgłaszana była do roli córki głównej bohaterki. Casting miał miejsce w połowie czerwca, a dziewczyna przeszła go błyskawicznie - panie z produkcji były zachwycone jej przygotowaniem i grą. To wyglądało na pewny sukces.
Prezenter "Pytania na śniadanie" w nagraniu na TikToku zdradził szczegóły: "Oliwka została zaproszona na zdjęcia próbne. Tego dnia miała jeszcze inne castingi - tam poszło słabiej, ale do tego filmu poszło jej rewelacyjnie. Panie podczas castingu były zachwycone". Stockinger otrzymał też konkretne daty zdjęć na lipiec i sierpień z poleceniem, by zarezerwować sobie terminy.
Milczenie produkcji zamiast kontraktu
Radość szybko przerodziła się w stres. Choć Oliwka miała już ustalony harmonogram pracy, szczegóły umowy nigdy się nie pojawiły. Producenci przestali się odzywać, a rodzina czekała na oficjalne potwierdzenie. Podobnie jak w przypadku Joanny Jabłczyńskiej - obietnice, terminy, a potem radio milczy.
Historia Stockingera wpisuje się w szerszy chaos wokół produkcji. Joanna Jabłczyńska publicznie ujawniła, że zastąpiono ją Agnieszką Żulewską, argumentując, że "podmiot wykładający duże pieniądze ma swoją kandydatkę na Tośkę". Podobnie Joanna Brodzik (Ula z oryginału) nie powróci w nowej ekranizacji. Teraz okazuje się, że zakulisowe gry sięgają też aktorek i aktorów młodszego pokolenia.
Stockinger nie podał explicite, czy Oliwka ostatecznie otrzymała rolę, czy została odstawiona na boczny tor - źródła sugerują, że historia się dla rodziny źle skończyła, skoro prezenter czuje się zmotywowany do publicznego wypowiedzenia się na temat "imby obsadowo-filmowej".
Skandal się rozszerza
Afera "Nigdy w życiu" już wymknęła się spod kontroli. Katarzyna Grochola, autorka książki i współproducentka, zapowiedziała kroki prawne wobec Joanny Jabłczyńskiej za jej publiczne oświadczenia. Fani podpisują petycję w obronie oryginalnej Tosi, pojawiają się apele do bojkotu. A teraz do głosu dochodzą kolejne osoby pokrzywdzone przez obsadowo-polityczne zagrywki.
Pytanie brzmi: ile jeszcze takich historii wyjdzie na jaw? Robert Stockinger, znany z bezpośredniości, postanowił nie milczeć - i jego głos dodaje wagi aferce, którą producenci próbowali tuszować za pozorem "przegranych castingów".
Zobacz na TikToku










