29 października 2019 roku Monika Richardson siedziała jeszcze na kanapie w 'Pytaniu na śniadanie'. Dwa dni później już jej tam nie było - i nikt z szefostwa nie raczył jej o tym powiedzieć osobiście.

Richardson spędziła w TVP ćwierć wieku. Widzowie pokochali ją w 'Europie da się lubić', 'Kawie czy herbacie?' i 'Pytaniu na śniadanie'. A mimo to - jak sama mówi - wyrzucano ją stamtąd kilkukrotnie, za każdym razem w mało elegancki sposób.

Kurski podziękował - ale nie osobiście

Ostatnie zwolnienie przyszło 29 października 2019 roku. Richardson dowiedziała się wtedy od Cezarego Jęksy, ówczesnego szefa wydawców w 'PnŚ', że 1 listopada 'już jej nie ma'. Nie od Jacka Kurskiego, który formalnie kierował wtedy stacją.

W podcaście Wiktora Słojkowskiego prezenterka powiedziała wprost, co o tym myśli.

"Chyba po raz trzeci czy czwarty byłam wyrzucona wtedy, jak Jacek Kurski mi podziękował. Zresztą to nie on mi podziękował, bo gdyby (...) uścisnął mi dłoń i powiedział: 'Monika, nie masz nic do zaoferowania', to ja bym to przyjęła. Ale on nie miał nawet na tyle odwagi w sobie, żeby się ze mną spotkać" - wyznała Richardson.

Uzasadnienie, które usłyszała, było lakoniczne. "Jak spytałam dlaczego, to się dowiedziałam, że to jest, uwaga, 'decyzja korporacyjna'. Czyli to było totalnie bezosobowe, takie na zasadzie: 'Dobra, następny, okej, whatever'" - relacjonowała.

Co tak naprawdę ją wyrzuciło za drzwi?

Od lat krążą dwie wersje wydarzeń. Parę lat temu Richardson sama mówiła, że prawdziwym powodem był jej udział w kampanii reklamowej - bez zgody szefostwa. Podobno miała nawet świadomość, że może to mieć konsekwencje.

Dziś jednak twierdzi, że chodziło o coś innego - wywiad z czołowym polskim działaczem, przeprowadzony kilka miesięcy wcześniej. Według niej nie zadała mu pytań, których oczekiwały władze stacji.

Co ciekawe, po tamtym wywiadzie nikt jej nie zwolnił od razu. Przez kolejne miesiące prowadziła program jak gdyby nigdy nic - i zdążyła nawet wdrożyć do pracy nowego prezentera.

"Ja jeszcze zdążyłam przeszkolić Olka Sikorę, jeszcze z nim siedziałam na kanapie w 'Pytaniu na śniadanie' przez trzy miesiące. To się musiało zdarzyć. Mojego partnera, Michała Olszańskiego, już usunęli wcześniej, więc to było takie spodziewane i oczywiste, że my z Michałem w TVP nie mamy miejsca" - powiedziała.

Dziś, z perspektywy kilku lat, Richardson mówi o tym bez większych emocji. "W żaden sposób nie wpłynęło to ani na mój krąg przyjaciół, ani na moje funkcjonowanie w przestrzeni publicznej. Po prostu przestałam pracować w TVP" - skwitowała.

Po odejściu ze stacji przez kilka miesięcy robiła wywiady dla tygodnika, potem otworzyła szkołę językową. W październiku 2024 trafiła do śniadaniówki Silver TV, a od marca tego roku prowadzi własny kanał na YouTubie.

Żal pozostał - ale życie zawodowe potoczyło się dalej. Czy Kurski powinien był jednak zdobyć się na tę rozmowę? Piszcie w komentarzach.