Sąsiad z bramy zaczął ją rozpoznawać. To był moment, gdy Reni Jusis zamknęła drzwi i przestała wychodzić z domu.
Sąsiad z bramy zaczął ją rozpoznawać. To był moment, gdy Reni Jusis zamknęła drzwi i przestała wychodzić z domu.
Autorka "Zakręconej" gościła w podcaście "Bliskoznaczni" prowadzonym przez Katarzynę Nosowską i jej syna Mikołaja Krajewskiego. Tam wróciła do czasów, gdy jedna piosenka zmieniła jej życie dosłownie z tygodnia na tydzień. I nie do końca na lepsze.
Warszawa, samotność i pokój w centrum miasta
Zanim ktokolwiek wiedział, kim jest Reni Jusis, była dziewczyną z Mielna, która w 1998 roku skończyła Akademię Muzyczną w Poznaniu i spakowała walizki do stolicy. Wynajęła pokój w samym centrum Warszawy. Brzmi ekscytująco - ale w rzeczywistości było inaczej.
"W tygodniu nagrywałam, a w weekendy się totalnie nudziłam, bo wtedy nic się nie działo. Wszystko było pozamykane, więc dużo spacerowałam. Byłam wtedy dosyć samotna, bo nie znałam tutaj nikogo" - wspominała w podcaście.
Potem wyszła "Zakręcona". I wszystko się posypało - w tym sensie, że posypało się zewsząd naraz.
"Nagle przestałam wychodzić z domu"
Jusis przyznała w rozmowie z Nosowską, że popularność po premierze przeboju przerosła jej wyobrażenia - i nie był to wyłącznie pozytywny szok. Granica między nią a obcymi ludźmi zaczęła po prostu znikać.
"Kiedy szła 'Zakręcona', to był utwór, który rzeczywiście wychodził z lodówki. I nagle przestałam wychodzić z domu, bo każdy, łącznie z bywalcem z mojej bramy, mnie po prostu rozpoznawał" - mówiła piosenkarka.
I dodała coś, co brzmi znajomo dla każdego, kto choć raz poczuł, że uwaga tłumu zamienia się w ciężar: "Bardzo dużo osób mówi o tym, że nagle ty przestajesz czuć się bezpiecznie, bo stajesz się jakby własnością tych wszystkich ludzi".
Mocne słowa. Szczególnie od kogoś, kogo przez lata kojarzono z tanecznym, beztroskim popem.
Bo Jusis podkreśliła też, że sławy tak naprawdę nigdy nie szukała. "Mi zawsze zależało, żeby mieć zespół, żeby grać, żeby jeździć z koncertami. Ale takie bycie gwiazdą nigdy nie było dla mnie celem samym w sobie. Bardziej marzyłam, żeby mieć ten swój bus i jeździć od miasta do miasta" - przyznała z uśmiechem w tym samym wywiadzie.
Bus zamiast czerwonego dywanu. Trasa zamiast okładek. Reni Jusis od zawsze wiedziała, czego chce - i to nie była sława.
Teraz szykuje nową płytę taneczną, która ma ukazać się jesienią. Przy każdym utworze pracuje z innym producentem - bo, jak twierdzi, z każdej takiej współpracy uczy się czegoś nowego. Trzydzieści lat w branży i wciąż w trybie nauki. Można szanować.
A wy - pamiętacie, gdzie po raz pierwszy usłyszeliście "Zakręconą"? Dajcie znać w komentarzach.




