Po dwóch dekadach wspólnego życia Aleksandra Popławska i Marek Kalita powiedzieli sobie 'tak' w sierpniu 2023 roku - w kamerze swojego domu, przy urzędniku. Teraz aktorka opowiedziała, jak się czuje w roli żony, i zrobiła to z humorem, który robi furorę.
Dwadzieścia lat drogi do ślubu
Aleksandra Popławska i Marek Kalita poznali się w warszawskim Teatrze Rozmaitości. Razem pracowali, razem żyli - w 2005 roku doczekali się córki Antoniny. Mieszkają w otoczeniu Puszczy Kampinoskiej, na co dzień dzielą teatralne projekty i domowe życie. Ale formalnego kroku długo się nie spieszyli. Aż do sierpnia 2023 roku, kiedy ceremonia odbyła się w ich domu - intymnie, bez paparazzi, tylko z urzędnikiem.
Dlaczego akurat wtedy? Popławska w rozmowie z "Twoim Stylem" wyjaśniła z dystansem: "Musieliśmy się trochę zastanowić. I wokół znajomi się rozwodzą, a my wzięliśmy ślub". Paradoks: wszyscy się rozstają, a oni się biorą. Moment, kiedy ślub przestaje być trendem, a staje się decyzją.
"Na razie mam pierwszego"
Na pytanie, czy poczuła różnicę po ślubie, Popławska skomentowała początek małżeństwa jako "przyjemny" - ale dalej zrobiło się zabawnie. Przywołała Joan Collins i Elizabeth Taylor, legendy Hollywood i ikony rozstań.
"Ciekawe, jak długo to potrwa. Na Instagramie obserwuję Joan Collins, słynną Alexis z Dinastii. Kobieta po dziewięćdziesiątce w świetnej formie, miała pięciu mężów, a Elizabeth Taylor ośmiu, ja na razie mam pierwszego, więc wszystko przede mną" - powiedziała aktorka.
To żart, ale i szczera refleksja: w świecie, gdzie rozstania są normą, a statystyki małżeństw drażniące, Popławska przyjęła to z humorem. Jej pierwszy mąż, jej pierwsza próba - a całe życie przed nią. Nie tragizm, nie dramaturgia, tylko śmiech i realistyczna perspektywa.
Co dalej?
Popławska i Kalita nadal pracują razem w teatrze, teraz już jako małżonkowie. Para pokazuje, że związek może trwać dwie dekady bez papierów, a papier może przyjść wtedy, kiedy para sama uzna, że pora. Nie ma pośpiechu, nie ma presji - jest tylko ich rytm.
Fani aktorki reagują na jej szczerość z uznaniem. Jej żart o Joan Collins i Elizabeth Taylor obiegł media - bo brzmi jak prawda przebrana za dowcip. I może właśnie o to chodzi: w ślubie nie chodzi o to, ile mężów będziesz mieć za sobą, ale kto będzie obok ciebie teraz.




