Dawid Podsiadło odkrył, że łączy go z Mają Chwalińską więcej, niż ktokolwiek mógł przypuszczać. Zanim tenisistka wyszła na kort w finale Roland Garros, dostała od niego wiadomość z rodzinnym sekretem.

Dąbrowa Górnicza to nieduże miasto, a świat bywa mały. Podsiadło urodził się tam i wychował - podobnie jak Chwalińska, która na tamtejszych kortach stawiała pierwsze kroki w tenisie. I właśnie ten trop muzyk postanowił sprawdzić.

Rodzinne śledztwo Podsiadły

Zanim Maja Chwalińska wyszła na kort paryskiego Roland Garros, Dawid Podsiadło nagrał dla niej specjalną wiadomość. Opowiedział w niej o odkryciu, które zrobił po małym dochodzeniu we własnej rodzinie - okazało się, że jego ciocia, nauczycielka WF-u i tenisistka, miała kiedyś opiniować Pawła Kałużę - pierwszego trenera Chwalińskiej.

"Cześć Maja, nie chcę Ci przeszkadzać, bo oboje mamy dzisiaj dużo roboty. Chciałem tylko dać ci znać, rodzinne śledztwo zostało dokonane. Swego czasu moja ciocia, wuefistka i tenisistka, miała okazję opiniować praktykanta pana Pawła Kałużę, żeby on został nauczycielem" - powiedział Podsiadło w nagraniu dla tenisistki.

Przy okazji muzyk zapowiedział, że niezależnie od wyniku finału, tego samego wieczoru zaśpiewa dla Mai podczas swojego koncertu w Chorzowie.

Obietnica dotrzymana - Stadion Śląski śpiewał dla Mai

Chwalińska przegrała finał z Mirą Andriejewą, ale Podsiadło słowa dotrzymał. Na Stadionie Śląskim przed tysiącami fanów zwrócił się do zgromadzonych z prośbą, której nie dało się odmówić.

"Zróbcie wielki hałas dla Mai Chwalińskiej. Obiecałem Mai i obiecałem w telewizji, więc nie mogę się z tego wycofać. Wiem, że może nie ustaliliśmy tego wcześniej, ale jeśli mogę was prosić o głośne sto lat dla Mai za wszystko, co osiągnęła w tym turnieju, to serdecznie was poproszę" - powiedział ze sceny.

Cały stadion zaśpiewał. Chwalińska przegrała finał, ale tego wieczoru i tak miała swoje "sto lat" - od kilkudziesięciu tysięcy ludzi naraz.

Co sądzicie o geście Podsiadły? Dajcie znać w komentarzach.