Dziesiątki tysięcy gardeł na Stadionie Śląskim, jeden głośny rozkaz artysty i Maja Chwalińska dostała coś, czego Roland Garros jej nie dał - pełnobrzmiące "Sto lat" od całego Chorzowa.
Dawid Podsiadło złożył obietnicę jeszcze przed finałem w Paryżu. W sobotni wieczór, otwierając trasę "Obrotowy Tour 2026" na Stadionie Śląskim, po prostu ją spełnił.
Jak to wyglądało na stadionie
Podsiadło zatrzymał koncert, powiedział kilka słów i poprosił tłum o jedno: zaśpiewajcie jej "Sto lat". Publiczność nie potrzebowała drugiego zaproszenia. Dziesiątki tysięcy fanów podchwyciły w ułamku sekundy - równo, głośno, stadionowo. Jeden z bardziej komentowanych momentów całego wieczoru, a Podsiadło nie musiał nawet długo tłumaczyć, o co chodzi. Chwalińska była w tamtych dniach na ustach całej Polski.
Tenisistka dotarła do finału Roland Garros jako pierwsza zawodniczka w erze Open, która przeszła przez kwalifikacje aż do decydującego meczu. Finał z Mirrą Andriejewą przegrała 3:6, 2:6 - ale ten wynik nikogo specjalnie nie otrzeźwił z zachwytu.
Wcześniej Podsiadło nagrał dla niej wiadomość, w której opowiadał o "rodzinnym śledztwie" i zaskakującym połączeniu z jej pierwszym trenerem Pawłem Kałużą. Dorzucił żartobliwy wątek o marzeniu, żeby choć przez chwilę potrzymać jej trofeum. I zapowiedział, że "sto tysięcy osób" odśpiewa jej "Sto lat" wieczorem.
Chwalińska odpowiedziała z humorem
Po finale Chwalińska odezwała się w mediach społecznościowych - podziękowała Paryżowi i kibicom. Do Podsiadły nawiązała z humorem, odpowiadając na jego marzenie o trofeum: "Pucharu nie mam, ale mogę dać Ci talerz, Dawid!"
Talerz - bo finalistka French Open tradycyjnie dostaje właśnie talerz, nie puchar. Chwalińska najwyraźniej nie traci poczucia humoru nawet po najtrudniejszym tygodniu w karierze.
Jeden artysta, jeden gest, jeden stadion. Czasem plotka jest po prostu ładna - i tyle.




