Allan Krupa był podobno bliżej Barta Pniewskiego niż własnej matki. Niedoszły teść syna Edyty Górniak wrócił do sprawy po kilku miesiącach - i tym razem zamiast gorzkich słów wybrał zaskakujące zrozumienie.
Pniewski: 'Rozumiem, że mogła tak pomyśleć'
Bart Pniewski dziś rozumie Edytę Górniak - choć kilka miesięcy temu relacje między nimi były dalekie od serdecznych. Niedoszły teść Allana Krupy w rozmowie z Kozaczkiem przyznał wprost, że diva mogła czuć się odsunięta na boczny tor przez jego bliską więź z jej synem.
"Myślę, że to był frustrujący czas dla Edyty. Na początku była szczęśliwa, że Allan ma mnie. Później ją to trochę przytłoczyło" - tłumaczył Pniewski w rozmowie z Kozaczkiem.
Pniewski podkreślił, że był jedną z niewielu osób, które konsekwentnie nakłaniały Allana do szanowania matki - niezależnie od ich wzajemnych relacji. Jak wyznał, Górniak odebrała to jednak zupełnie inaczej.
"Byłem jedną z nielicznych osób na świecie, które zawsze Allanowi tłumaczyła, że to jest jego mama, że ma ją szanować, ma o nią dbać, bez względu na to, czy się zgadza z nią, czy nie. To zostało zupełnie inaczej przez nią odebrane" - mówił w rozmowie z Kozaczkiem.
Finansowe wsparcie i SMS-y jako dowód
Pniewski od dawna nie kryje, że przez pewien czas był dla Allana realnym wsparciem - także finansowym. Wcześniej miał nawet publicznie pokazywać wiadomości, w których syn Górniak podobno prosił go o pieniądze, bo nie miał z czego żyć. Teraz Bart patrzy na tamten czas z dystansem.
"Ona była sama, jeszcze Allan, który się trochę od niej odsunął. Był bliżej mnie niż jej. Ona faktycznie mogła pomyśleć, że nastawiam go przeciwko niej" - przyznał Pniewski.
To zaskakująco łagodny ton jak na człowieka, który kilka miesięcy temu nie przebierał w słowach. Czy to autentyczna refleksja, czy raczej PR przed kamerą Kozaczka? Trudno jednoznacznie ocenić.
Na koniec Pniewski dorzucił życzenie pod adresem byłej i jej syna: "Życzę im szczęścia - i Edycie, i Allanowi".
Czy Górniak odpowie? Jak dotąd gwiazda milczy. A fani w komentarzach są podzieleni - jedni chwalą Pniewskiego za klasę, inni uważają, że powrót do tematu po kilku miesiącach to zwykłe szukanie kamer. Wy co myślicie?




