Fotograf podszedł do jego zębów na pięć centymetrów. Krzysztof Gojdź wspomina tę ściankową wpadkę bez ogródek - i przy okazji ujawnia, ile naprawdę kosztował go nowy wygląd.
165 tysięcy złotych za lifting - i rok czekania na efekt
Krzysztof Gojdź wydał na lifting twarzy 165 tysięcy złotych. W rozmowie z Simoną Stolicką dla Party.pl przyznał, że na docelowy efekt czekał prawie rok - i że warto było. "Finalny efekt po liftingu widzimy właśnie po ok. roku, więc pierwszy efekt był naprawdę wow, później średnio, ale teraz faktycznie widzę już docelowy efekt, efekt na którym mi zależało" - powiedział lekarz medycyny estetycznej w wywiadzie dla Party.pl.
Gojdź nie jest typem celebryty, który zaprzecza poprawkom. Sam wykonuje zabiegi estetyczne zawodowo i od lat otwarcie przyznaje, że korzysta z nich również osobiście. Lifting twarzy za sześciocyfrową kwotę to jak dotąd jego największa inwestycja we własny wygląd.
Zęby, które świeciły po oczach - i fotograf, który nie odpuścił
Gojdź opowiedział też o sytuacji, która podobno mocno go uderzyła. Na jednej ze ścianek fotograf miał podejść z aparatem dosłownie na pięć centymetrów od jego twarzy - żeby uwiecznić zbyt białe zęby. "To naprawdę było przegięcie. Świeciło po oczach" - przyznał w wywiadzie.
Sam tłumaczy, że winne były tymczasowe licówki, które faktycznie wyglądały nienaturalnie. "To były tymczasówki, faktycznie za białe zęby, teraz mam już docelowe. Oczywiście w tym świetleniu one będą wyglądać na za białe, ale w normalnym oświetleniu wyglądają bardzo fajnie, są dopasowane do mojej twarzy i karnacji" - powiedział dla Party.pl.
W tym samym wywiadzie Gojdź poruszył też temat swoich włosów i ust - szczegóły można obejrzeć w pełnym materiale wideo na Party.pl.
Jedno jest pewne: Gojdź wie, co robi - i nie zamierza się ze swoich wyborów tłumaczyć nikomu poza obiektywem aparatu. Czy ta otwartość to najlepsza reklama jego gabinetu? Piszcie w komentarzach.





