Bielsko-Biała czy Białystok - Piotr Kupicha przyznał, że przez lata trasy z Feel naprawdę nie wiedział, gdzie jedzie. Teraz wie jedno: 40 tysięcy za koncert mu wystarcza i więcej się z nikim nie ściga.
Mało kto pamięta, że zanim powstał Feel, Piotr Kupicha śpiewał w zespole Sami. Odejście z tamtej wytwórni drogo go kosztowało - dosłownie. W rozmowie z Pomponikiem wyznał: "Kupiłem sobie samochód za pieniądze z ZAiKS-u, coś tam jeszcze, wszystko musiałem sprzedać, żeby Feel mógł zacząć działać. W umowie było zapisane, że jeśli chcę działać nie w tej wytwórni, muszę zapłacić karę finansową".
Zeby odrobić straty, Feel wrzucił najwyższy bieg. Dwa koncerty dziennie, wywiady bez przerwy, miasta zamieniające się w jedno rozmazane tło.
"Myślałem, że gramy w Białymstoku"
Kupicha wspominał w rozmowie z Pomponikiem: "Przyjechaliśmy do Bielska-Białej, a ja myślałem, że gramy w Białymstoku. Praktycznie codziennie graliśmy koncert, codziennie były wywiady". W radiu Eska dodał: "Przez parę lat graliśmy po 250 koncertów. Można było zwariować, naprawdę".
Pierwszy sygnał alarmowy? Moment, gdy po raz pierwszy odmówił mu głos. Kupicha zrozumiał wtedy, że tego tempa nie utrzyma bez konsekwencji.
Dziś liczy przyjemność, nie złotówki
Według szacunków "Super Expressu" Kupicha bierze dziś około 40 tys. zł za występ. Dla porównania - Skolim podobno inkasuje 75 tys. zł za koncert. Różnica spora, ale lider Feel mówi wprost, że wyścig stawek go nie interesuje.
W rozmowie z Eską stwierdził: "Ja już chyba nie patrzę tak na te zarobki. Bardziej sprawia mi to mnóstwo przyjemności, cały czas piszę nowe piosenki, Feel jest aktywny muzycznie. Nie zawsze wygrywamy ze starymi szlagierami, ale jesteśmy płodni muzycznie".
Brzmi jak ktoś, kto naprawdę przepracował swoje priorytety - albo przynajmniej dobrze to sprzedaje. Czy zazdroszczcie mu tego spokoju, czy wolicie Skolimowe 75 tys.?




