Piotr Domaniecki, mąż Ewy Gawryluk, nie wytrzymał. Po cichu pracujący w szkole jako wuefista postanowił pokazać Instagramowi, ile dostaje za jedną nadgodzinę - wynik? Trzydzieści trzy złote siedemdziesiąt siedem groszy netto.
Nauczyciel mianowany zarabia grosze za dodatkową pracę
Piotr Domaniecki, który przed kilkoma miesiącami pojawił się u boku żony w "Azji Express" na TVN, postanowił wziąć udział w dyskusji na temat wynagrodzeń w oświacie. Mąż aktorki zdecydował się na spektakularny gest - opublikował screenshot z przelewem, który otrzymał za nadgodzinę pracy. Kwota widniała równo: 33,77 złotych netto. "Moi drodzy... Oto kwota netto, jaką otrzymuje nauczyciel mianowany za jedną nadgodzinę... Pozdrawiam i życzę miłego dnia dla wszystkich" - napisał Domaniecki pod zdjęciem.
Warto wyjaśnić, że nauczyciel mianowany to stanowisko, które wymaga wieloletniego doświadczenia, specjalistycznych kursów i zdania egzaminów. To nie początkujący pedagog, ale doświadczony fachowiec. I właśnie dlatego post Domanieckiego wywołał burzę.
Fani oburzeni. Jedni wspierają nauczycieli, inni atakują
W komentarzach zapanował chaos - każdy miał zdanie na temat wynagrodzenia nauczycieli. Jedni poczuli wspólczucie i solidarność: "Cyrk, naprawdę. Chylę czoła wszystkim nauczycielom", "No to docenili człowieka...", pisali zwolennicy podwyżek dla pedagogów. Inni próbowali rozjaśnić atmosferę żartem: "Piotr, na co to wydacie z Ewunią? Możecie zaszaleć", "Nie przehulaj na głupoty" - śmieszkowali obserwatorzy.
Pojawiły się jednak głosy obronne wobec zawodu nauczyciela. Część komentujących twierdziła, że pedagodzy mają "klawe życie" dzięki wakacjom i weekendom. "A ile byś chciał. Nauczyciele teraz to banda nierobów. Jaki poziom nauczania, za dużo wam płacą" - pisali krytycy. Inni starali się znaleźć złoty środek: "Zależy z kim się to porównuje, są firmy, które za nadgodziny nie płacą, cieszymy się tym co mamy i dążmy do lepszych stawek".
Post Piotra Domanieckiego trafił w żywy nerw - temat zarobków nauczycieli dzieli Polaków od lat. Czy mąż Ewy Gawryluk zmieni stanowisko decydentów? Raczej nie. Ale przynajmniej świadomość problemu znowu robi się głośna.




