Trzydzieści lat minęło, a Cezary Pazura pamięta każde słowo. Krzysztof Krauze powiedział wtedy publicznie, że nagroda nie trafi do Pazury 'po jego trupie' - i że to aktor zagubiony, który źle wybiera role.

Trzydzieści lat minęło, a Cezary Pazura pamięta każde słowo. Krzysztof Krauze powiedział wtedy publicznie, że nagroda nie trafi do Pazury 'po jego trupie' - i że to aktor zagubiony, który źle wybiera role.

Był rok 1997. Festiwal Filmowy w Gdyni. Środowisko filmowe niemal jednomyślnie typowało Pazurę do Złotego Lwa. Wyróżnienie powędrowało ostatecznie do aktora zagranicznego, który nawet nie przyjechał na ceremonię. Pazura wrócił do tej historii na łamach swojego internetowego programu - po tym, jak jeden z fanów zapytał wprost, czy aktor wciąż czuje żal.

Co dokładnie powiedział Krauze?

Pazura zapewnił, że urazy do samej nagrody nie ma. Boli go co innego - konkretne słowa członka jury, reżysera Krzysztofa Krauzego. "Krauze powiedział wówczas, że nie dostałem nagrody, bo 'po jego trupie' i że jestem aktorem zagubionym, który źle wybiera role i to mi sprawiło przykrość. To mnie bardzo zabolało" - wyznał Pazura w swoim programie.

Aktor przyznał też, że wyruszał na festiwal z pewną dozą buty - był przekonany, że nagroda jest jego. Ocena Krauzego uderzyła więc podwójnie mocno. Nie tylko jako publiczne odrzucenie, ale jako wyrok zawodowy od kogoś z branży. "Było mi głupio trochę, przykro" - skwitował.

Za kulisami Gdyni - pieniądze decydowały o nagrodach?

Pazura nie oszczędził też samego festiwalu. Jego słowa brzmią jak oskarżenie pod adresem ówczesnego środowiska: "To był przedziwny festiwal. O tym, kto ma dostać nagrodę, decydowali producenci. Jak mieli pieniądze załatwione na jakiś film, to musieli to oddać w nagrodach. To wtedy pamiętam dziwne czasy były."

Brzmi to jak opis branży, w której nagrody artystyczne były narzędziem rozliczeń finansowych. Pazura nie wymienia nazwisk producentów ani konkretnych filmów - ale obraz, który maluje, jest jednoznaczny.

Krzysztof Krauze nie żyje od 2014 roku, więc swojej wersji wydarzeń już nie przedstawi. Zostaje słowo Pazury i tamto publiczne uzasadnienie jury, które aktor najwyraźniej nosił w sobie przez całe dekady.

Czy takie wspomnienia w ogóle można odłożyć na bok? Piszcie w komentarzach.