Domek nad jeziorem, cisza, natura - brzmi pięknie. Pakosińska dostała namiot na suwak, który nie chciał się zamknąć, i noc w środku niczego.

Katarzyna Pakosińska słynie z poczucia humoru, ale pod koniec maja zrobiło jej się wyraźnie nie do śmiechu. Artystka kabaretowa opublikowała nagranie prosto z miejsca, które miało być wymarzonym wypoczynkiem. Wyszło zgoła inaczej.

Domek zamienił się w namiot

Pakosińska siedziała w namiocie z miną kogoś, kto właśnie przeczytał własną rezerwację po raz drugi i nie może uwierzyć. Filmik trafił do sieci pod koniec maja i od razu rozśmieszył tysiące fanów - bo artystka nie kryła rozczarowania ani przez chwilę.

"Miał być domek nad jeziorem, a jest namiot, który się nie zamyka i jest na suwak. I też jest zimno, a ja się boję nawet" - powiedziała wprost do kamery.

Na pytanie, co konkretnie ją martwi, odpowiedziała krótko: "Nikogo nie ma dookoła".

Mąż uspokajał, fani kibicowali

Na szczęście Pakosińska nie była zdana wyłącznie na własne nerwy. Zza kamery słychać było spokojny męski głos - najprawdopodobniej jej męża, Iraklego Basilashviliego - który próbował rozładować napięcie.

"Nikt nie przyjdzie i nic nie przyjdzie" - zapewniał.

Fani pod postem natychmiast ruszyli z pomocą moralną. "Oj... Najgorzej, gdy ktoś zajrzy w nocy i pogilgocze pod kołdrą stopy" - napisał jeden z komentujących, co raczej nie pomogło. Inni pytali, jak minęła noc, i zapewniali, że klimaty biwakowe mają swój urok - szczególnie w Bieszczadach.

Pakosińska ma tę rzadką umiejętność, że potrafi zrobić z własnej katastrofy urlop świetny content. Ale czy na pewno wróci pod namiot dobrowolnie?

Co sądzicie - romantyczny biwak to przygoda czy horror? Dajcie znać w komentarzach.