Dariusz Pachut stanął przed obiektywami fotoreporterów i natychmiast wyjaśnił, jak do tego doszło. Spoiler: myślał, że chodzi o wspinaczkę.
Przez lata Dariusz Pachut pojawiał się na branżowych imprezach wyłącznie jako tło - towarzysz Dody, który skrupulatnie omijał ścianki i chował się za jej plecami. Fotoreporterzy go nie interesowali. On ich też nie.
Aż do teraz.
Pierwsza ścianka w życiu - i to przez pomyłkę
Pachut pojawił się niedawno na wydarzeniu poświęconym recyklingowi i ochronie środowiska. Temat bliski jego sercu - pasuje do wizerunku człowieka od gór, natury i zdrowego życia. Problem w tym, że organizatorzy przygotowali też ściankę z logo sponsorów. Influencer twierdzi, że go to zaskoczyło.
"Szczerze mówiąc, to była pierwsza ścianka, na jakiej byłem w moim życiu całym. Nigdy nie wystąpiłem. Zawsze to była ścianka wspinaczkowa, a tym razem znienacka, bo chyba nie doczytałem, okazało się, że mówiono mi, że tu będzie ścianka. No i tak jakoś złapali mnie, wystąpiłem" - przyznał w rozmowie z Jastrząb Post.
Krótko mówiąc: wpadł w pułapkę własnego niedoczytania zaproszenia. Trudno o bardziej ludzką historię.
Doda? Ten temat już dawno spakował
Jastrząb Post nie odpuścił i zapytał też o Dodę - zwłaszcza w kontekście udziału Pachuta w programie "Królowa przetrwania", gdzie jej była wokalistka była jednym z tematów rozmów z uczestniczkami.
Pachut nie owijał w bawełnę. "Unikam tego tematu z każdej strony. Ja to już w ogóle jestem daleko, dwa lata minęły praktycznie. Szczerze mówiąc olewam to. Nie wnikam. Nie wchodzę w tematy. To temat, który schowałem za sobą. Toczę nowe, wspaniałe życie" - powiedział.
Dwa lata po rozstaniu, jedna przypadkowa ścianka i zero chęci do rozmawiania o przeszłości. Pachut najwyraźniej naprawdę poszedł w swoje góry - i nie zamierza wracać.
Czy fani Dody przyjmą to do wiadomości? Dajcie znać w komentarzach.




