Oliwia Ciesiółka mogła zwalić wszystko na montaż i producentów. Nie zrobiła tego.

Uczestniczka "Ślubu od pierwszego wejrzenia" wydała e-booka i opisała w nim rzeczy, o których wcześniej nie mówiła wprost. Relacja z Łukaszem Kuchtą, narodziny syna Franka, rozstanie - i trudna droga do czegoś, co można by nazwać porozumieniem.

"Na własne życzenie weszliśmy przed kamery"

W wywiadzie dla "Faktu" Ciesiółka przyznała, że dziś patrzy na swój udział w programie zupełnie inaczej niż kilka lat temu. "Wtedy wierzyłam, że skoro za doborem stoją rozmowy, testy i eksperci, to może być w tym coś więcej niż zwykły program telewizyjny. Dziś patrzę na to z większym dystansem" - powiedziała.

Ale to nie produkcja dostała największy cios. Oliwia uderzyła w siebie. "Zwalenie wszystkiego na producentów i montaż jest zbyt proste. Prawda jest znacznie bardziej bolesna: sami się tam zgłosiliśmy. Na własne życzenie weszliśmy przed kamery, nie mając zielonego pojęcia, co to z nami zrobi" - wyznała w rozmowie z "Faktem".

To rzadka szczerość jak na uczestnika reality show. Zwykle po rozstaniu winni są wszyscy - tylko nie oni sami.

Franek i kuchnia bez rzucania oskarżeniami

W e-booku Ciesiółka opisała też obecną relację z Łukaszem Kuchtą - ojcem jej syna. Obraz, który wyłania się z fragmentów cytowanych przez Party, jest dość wymowny. "Musieliśmy przejść długą drogę, żeby usiąść w jednej kuchni i ustalić plan dnia bez rzucania w siebie oskarżeniami" - czytamy w publikacji.

Na początku marca na jej instagramowym profilu pojawiło się nagranie z byłym mężem, które natychmiast rozbudziło spekulacje fanów. Oliwia na razie nie komentuje, co dokładnie łączy ich dziś - poza wspólnym wychowywaniem Franka.

Jedno jest pewne: droga od telewizyjnego eksperymentu do jakiejkolwiek normalności zajęła im naprawdę dużo czasu. Czy wystarczająco dużo? To pytanie Oliwia zostawia otwarte - i po szczegóły odsyła do e-booka.

Czy uważacie, że uczestnicy reality show mają prawo narzekać na format, skoro sami się zgłosili? Napiszcie w komentarzach.