Kostka, trawa, pierwsza runda - i po wszystkim. Maja Chwalińska pożegnała się z Wimbledonem szybciej niż ktokolwiek się spodziewał, a Monika Olejnik była jedną z pierwszych, które zareagowały.

Jeszcze kilka tygodni temu Maja Chwalińska była sensacją Roland Garros - finalistką, odkryciem sezonu, twarzą polskiego tenisa. W Londynie skończyło się w pierwszej rundzie. Poślizgnięcie na trawie, uraz kostki, koniec turnieju.

Cztery słowa, które powiedziały wszystko

Monika Olejnik zareagowała niemal natychmiast po meczu. Na InstaStories opublikowała zdjęcie zawiedzionej Chwalińskiej razem z wynikiem spotkania i dopisała tylko tyle: "Maju, dziękujemy za emocje". Krótko, bez owijania w bawełnę - i przez to tym bardziej wymownie.

To nie był przypadkowy komentarz kibica z kanapy. Olejnik osobiście przyjechała na French Open, żeby dopingować Chwalińską na trybunach. Po finale napisała na Instagramie: "Maja rozkochała w sobie Polskę, Paryż i tenisowy ŚWIAT! Dokonała niezwykłego wyczynu, krok po kroku zdobyła finał i 2. miejsce Rolanda Garrosa. To wielki sukces. Maja Chwalińska jest odkryciem, niesamowitą dziewczyną, która pokazała moc, ambicje (...). Uwielbiam serial 'Maja w Paryżu'" - nawiązując do hitowej produkcji Netfliksa.

Dziennikarka TVN śledzi sport znacznie szerzej niż jeden turniej - tego samego dnia pogratulowała też Hubertowi Hurkaczowi wygranej i skomentowała mecz Japonii z Brazylią w ramach mundialu.

Co dalej z Chwalińską?

24-latka weszła na Wimbledon jako jedna z największych nadziei turnieju - i to po debiutanckim finale Wielkiego Szlema. Uraz kostki w pierwszej rundzie to wyjątkowo gorzki obrót spraw. Fani na mediach społecznościowych są wyraźnie rozbici - część pociesza zawodniczkę, część przypomina, że sam awans do finału Roland Garros był wyczynem na miarę legendy.

Chwalińska jeszcze przed Wimbledonem pokazała, że potrafi śmiać się z siebie - jej wideo z dystansem do własnej osoby obiegło sieć w kilka godzin. Teraz wszyscy czekają, jak poradzi sobie z tym rozczarowaniem. Przy takim charakterze - można się spodziewać, że wróci mocniejsza.

Olejnik powiedziała cztery słowa. Chwalińska nie musi mówić nic - jej tenis mówi sam za siebie. Co sądzicie - czy Wimbledon 2027 to będzie jej rok?