Wygrała, a potem płakała. Iga Świątek po przejściu do drugiej rundy Wimbledonu nie była w stanie ukryć emocji - łzy popłynęły tuż po ostatniej piłce, na oczach całego kortu centralnego.
Wygrała, a potem płakała. Iga Świątek po przejściu do drugiej rundy Wimbledonu nie była w stanie ukryć emocji - łzy popłynęły tuż po ostatniej piłce, na oczach całego kortu centralnego.
Polka pokonała Amerykankę Taylor Townsend 6:1, 2:6, 6:3, ale wynik absolutnie nie oddaje tego, co działo się przez ponad dwie godziny na Korcie Centralnym. Pierwszy set? Klasa sama w sobie. Potem zrobiło się ciężko - rywalka przejęła kontrolę, a Świątek musiała walczyć nie tylko z Townsend, ale i z własną głową.
Łzy przed całym Wimbledonem
Tuż po ostatniej wymianie Iga nie pobiegła do siatki - zatrzymała się na chwilę i otarła twarz. Podczas przemowy na korcie była wyraźnie poruszona, mówiąc wprost o tym, jak wymagające było to spotkanie. Publiczność nagrodziła jej szczerość owacją na stojąco.
Wzruszenie po tak ciężkim meczu to jedno. Ale Iga jest obrończynią tytułu - każde potknięcie oglądają miliony. Presja na Wimbledonie jest zupełnie inna niż gdziekolwiek indziej, a ten mecz pokazał, że nawet najlepsza zawodniczka świata ma swoje limity.
Loża królewska dla rodziny Świątek
Na trybunach nie zabrakło najbliższych. Ojciec Tomasz Świątek i starsza siostra Agata dostali miejsca w pierwszym rzędzie Loży Królewskiej - najbardziej ekskluzywnej części trybun Wimbledonu, zarezerwowanej wyłącznie dla specjalnie zaproszonych gości. Kamery transmisji Polsatu Sport kilkukrotnie wracały do ich ujęć, a komentatorzy podkreślali, że nie każdy dostaje szansę, by tam usiąść - szczególnie w pierwszym rzędzie.
Tomasz i Agata byli widoczni jeszcze przed pierwszą piłką. Przez cały mecz towarzyszyli Idze wzrokiem - i pewnie nerwami.
Świątek awansuje dalej, łzy wyschły, rodzina wróci na trybuny. Pytanie tylko, czy kolejne rundy będą łatwiejsze dla serca - jej i naszego.



