Katarzyna Niezgoda patrzyła na 7 tysięcy ludzi tracących pracę z perspektywy zarządzającej. Kiedy sama znalazła się bez pracy, wszystko nagle się odwróciło - i zrozumiała więcej niż kiedykolwiek wcześniej.

Zwolnieniami kierowała ona - bezwzględnie, profesjonalnie

Katarzyna Niezgoda to absolwentka Wydziału Prawa UW, która przez dekady siedziała na stanowiskach, gdzie liczą się tylko cyfry i decyzje. Przejmowanie Winiaru i Goplan dla Nestlé? Ona. Fuzja BPH z PBK? Ona. Przygotowywanie połączenia BPH i Pekao? Znowu ona. To była machina do zarządzania zmianą - i zmiana zawsze oznaczała jedno: zwolnienia. Niezgoda wspomina, że odpowiadała za procesy, w których traciło pracę 7 tysięcy osób. Siedem tysięcy. Dla każdego z nich to była katastrofa osobista - utrata dochodów, poczucie niepewności, czasami rozpacz. Dla niej? Zadanie do wykonania.

"Ogromna odpowiedzialność" - ale czy naprawdę rozumiała?

W wywiadzie dla Kozaczka przyznała: "Ogromna odpowiedzialność. To był bardzo trudny czas. Zadanie niewyobrażalnie trudne. To były losy indywidualnych osób, trudne sytuacje, ale staraliśmy się to zrobić najlepiej jak można. Pamiętaliśmy, że osoby odchodzące muszą znaleźć sobie pracę na rynku, ale też trzeba patrzeć na tych, którzy zostają." Znajomość teorii a praktyka życia - to dwa różne światy. Niezgoda wtedy miała formułkę. Miała procedury. Miała dystans. To są tylko numery na arkuszu kalkulacyjnym, a nie twarze ludzi z kredytami, dziećmi w szkołach, hipotekami na mieszkania.

Potem przyszła jej kolej - i wszystko się zmieniło

Kariera Niezgody w korporacji się skończyła. Sama znalazła się bez pracy. Początkowo szukała winy wszędzie - ale przede wszystkim w sobie. "Bardziej w sobie się doszukiwałam, że może niezbyt dobrze odczytywałam sygnały. Tą karierą swoją nie zarządziłam w sposób odpowiedzialny. Miałam pretensje do samej siebie" - wyznała. Ale z czasem - po wielu latach - przyszła refleksja. Zrozumiała, że te 7 tysięcy zwolnień, którymi kierowała, nie było działaniem jednostronnym. Nie była jedynym graczem na planszy. System był większy. Decyzje były większe. A ona - przecież tylko wykonywała. "Teraz po wielu latach faktycznie miałam taką refleksję, że to ta trudna sytuacja, którą ja powodowałam, ale przecież to nie było działanie tylko jednostronne i tylko moja decyzja, jakoś się to na moim losie zawodowym odbiło" - dodała z gorzkim uśmiechem.

Lekcja, którą poznają wszyscy - ale na różnych etapach

Niezgoda podkreśliła, że utrata pracy czy rozpadu związku to doświadczenia, które każdemu raz w życiu się trafiają. Pytanie tylko - czy nauczymy się czegoś, zanim nas to dotknie? Ona nauczyła się patrzeć na takie sytuacje z dystansem. Zrozumiała, że liczby na arkuszu to naprawdę są ludzie. Że zarządzanie zmianą to nie tylko o procedurach, ale o empatii - nawet jeśli ciężko jest ją okazywać, gdy siedzi się na stanowisku decyzyjnym. Co na to fani? Czy uważacie, że ta lekcja mogła jej przyjść wcześniej - czy czasami trzeba doświadczyć, by zrozumieć?
Katarzyna Niezgoda, fot. AKPA
Katarzyna Niezgoda, (© AKPA)
Katarzyna Niezgoda, fot. AKPA
© AKPA
Katarzyna Niezgoda, fot. Kozaczek Exclusive
Katarzyna Niezgoda, (© Kozaczek Exclusive)
Katarzyna Niezgoda, fot. AKPA
© AKPA
Katarzyna Niezgoda. fot. AKPA
Katarzyna Niezgoda. (© AKPA)