Natasza Urbańska przyszła w białej marynarce na wydarzenie, które jej życie nabrało nowego znaczenia. Kilka dni po tym, jak powiedziała światu o chorobie, zdecydowała się wspierać inicjatywę o samobadaniu piersi.
Powrót na scenę. Po diagnozie nowotworu
Natasza Urbańska miała dużo powodów, żeby zostać w domu. Kilka dni wcześniej - 23 września - nagrała osobiste wideo, w którym wyjawiła fanom coś, czego żaden artysta nie chce mówić: zdiagnozowano u mnie nowotwór. Jestem w trakcie leczenia onkologicznego. Zwolniła tempo, odwołała koncerty, wycofała się z jubileuszowych planów.
A jednak 2 października Urbańska pojawiła się na kampanii "Dotykam=Wygrywam" Fundacji Wsparcie na Starcie. Nie wysłała kogoś w zastępstwie. Przyszła osobiście w jasnej stylizacji - biały T-shirt z logiem akcji, obszerną marynarkę, jasne jeansy z rozdarciami. Włosy zebrane, ale z luźnymi pasmami przy twarzy. Pozornie zwyczajna stylizacja. Ale dla niej - powrót.
"Widzę coraz więcej wsparcia między kobietami"
Na wydarzeniu Urbańska nie ograniczyła się do pozowania przed fotoreporterami. Zabrała głos i nawiązała do tego, co przeżyła w ostatnich tygodniach. Przede wszystkim myślę, że siostrzeństwo jest dobrym tytułem dla tej kampanii, bo widzę coraz więcej wsparcia między kobietami. Ja odzyskałam takie wsparcie, kiedy podzieliłam się wiadomością o mojej chorobie - powiedziała.
To było szczególnie ważne. Bo w momencie, gdy artystka ogłosiła diagnozę, mogła się obawiać - będzie współczucie? Litość? Traktowanie jak osoby chorej? Zamiast tego - dostała fali wsparcia od kobiet. To jej zapamiętało.
Artystka nie ujawniła, z jakim rodzajem nowotworu się mierzy. Wiadomo, że ze względu na leczenie musiała ograniczyć zawodowe obowiązki. Ale psychicznie - wciąż tu jest.
"Trzeba iść do lekarza, żeby dowiedzieć się, że jestem zdrowa"
Urbańska zaapelowała do kobiet, żeby nie odkładały badań. To jest rzecz, którą słyszymy często - i którą wiele z nas ignoruje. Przełamywanie przekonania, że lepiej nie iść do lekarza, bo jeszcze może znaleźć coś niepokojącego.
Ale właśnie uważam, że trzeba iść do tego lekarza, żeby dowiedzieć się, że jestem zdrowa, że nic mi nie jest, żeby później nie pluć sobie w brodę - powiedziała w rozmowie z mediami.
I to był punkt zwrotny jej wystąpienia. Nie "życzę wam zdrowia". Nie "macie być ostrożne". Tylko: idzcie się zbadać, bo to wam ratuje życie. Punkt.
Podkreśliła również rolę wzajemnego wsparcia - że nie musimy iść do lekarza same, że możemy zabrać przy tym przyjaciółkę, siostrę. To nie ma znaczenia. Po prostu otwierajmy się na to i badajmy się, bo ta profilaktyka ratuje nam życie - podsumowała.
Co dalej?
Mimo trwającego leczenia Urbańska zdecydowała się na to pojawienie. To nie był PR move - to była kobieta, która przed kilkoma dniami powiedziała "mam nowotwór" i dziś mówi innym kobietom: nie bójcie się tego, co mogą znaleźć lekarze. Bójcie się tego, że ich nie pójdziecie.
Fani na social mediach piszą, że to był bardzo odważny krok. Że obecność artystki na kampanii profilaktyki ma więcej wartości niż każdy spot reklamowy. Bo mówi: ja przechodzę to teraz, i mimo wszystko - chcę, żebyście się badały.
Co na to fani? Piszcie w komentarzach - czy ta akcja Urbańskiej Wam zainspiruje do wizyty u lekarza?










