Dwa lata bez snu, dokładanie do interesu i strach przed łatką przestarzałej gwiazdy - Magda Mołek po raz pierwszy mówi głośno, jak naprawdę wyglądały jej początki poza telewizją.
Dla większości widzów odejście Magdy Mołek z TVN wyglądało jak odważny, zaplanowany ruch. YouTube, własna marka, nowe rozdanie. Za kulisami było zupełnie inaczej.
Skok na głęboką wodę
W rozmowie z Hanną Lis dla miesięcznika "Elle" Mołek przyznała, że największym zagrożeniem nie była zmiana medium, lecz etykietka, której za wszelką cenę chciała uniknąć. "Zagrożeniem dla mnie było bycie tak zwaną starą telewizyjną gwiazdą" - powiedziała wprost.
YouTube był dla niej obcym terytorium - zbudowanym przez innych i dla zupełnie innych odbiorców. Czuła, że jej telewizyjne doświadczenie zamiast pomagać, może wręcz przeszkadzać. "Ja byłam innego świata, to jakby po prostu coś, co kompletnie nie pasuje" - dodała w tym samym wywiadzie.
Nie chodziło tylko o format czy estetykę. Chodziło o tożsamość zawodową, którą trzeba było zbudować od zera w miejscu, gdzie nikt nie czekał na starą telewizyjną twarz.
Półtora roku pod kreską
Mołek nie ukrywa, że projekt przez długi czas był finansową dziurą. Przez pół roku, rok, półtora, dwa - jak sama liczyła - miała poczucie, że dokłada do czegoś, co nie rusza. "Ciągle czuję, że ja jestem bardzo pod kreską" - wyznała w rozmowie z Lis.
Przetrwała z dwóch powodów. Pierwszym była zwykła wytrwałość i odporność na brak efektów. Drugim - odkrycie, które zmieniło jej sposób myślenia o sobie.
Po odejściu z telewizji okazało się, że jej nazwisko działa niezależnie od stacji, na której pracowała. "Magda Mołek jest marką osobistą, że to nagle zaczęłam być osobnym bytem jako marka, czyli jako firma" - powiedziała.
To brzmi jak biznesowy slogan, ale w jej ustach ma konkretny ciężar. Przez lata była twarzą TVN. Teraz jest twarzą własną - i to najwyraźniej działa.
Czy ta szczerość o finansowych dołkach to odwaga, czy sprytny ruch wizerunkowy? Piszcie w komentarzach.




