Milewska wiedziała o zdradach. 'Odpłacałam pięknym za nadobne'
Gwiazda 'Złotopolskich' Anna Milewska przez prawie pół wieku trwała u boku himalaisty Andrzeja Zawady. Ich małżeństwo miało mroczny sekret - i oboje go znali.
Andrzej Zawada miał dwie pasje: góry i kobiety. Anna Milewska wiedziała o obu - i na obie się godziła. Przynajmniej przez jakiś czas.
95-letnia aktorka przez lata milczała o tym, co naprawdę działo się w jej małżeństwie. Teraz, po ponad ćwierćwieczu od śmierci męża, słowa z jej książek i wywiadów brzmią jak wyznanie, którego nikt się nie spodziewał.
Anna Milewska i Andrzej Zawada poznali się w 1953 roku w Klubie Wysokogórskim na warszawskim Starym Mieście. Ona - młoda aktorka, on - przystojny wspinacz. Związek nie był prosty od początku: przez kilka lat widywali się tylko w weekendy, bo Milewska pracowała w teatrze w Kielcach. Do ślubu doszło dopiero w 1963 roku - dokładnie w dziesiątą rocznicę ich pierwszego spotkania. Zaraz potem Zawada pojechał w góry.
Wiedziała, że ją zdradza. I miała na to odpowiedź
Anna Milewska przyznała w wywiadzie dla 'Dobrego Tygodnia', że jej mąż nie był wierny - i że ona sama też nie pozostawała bez winy. Jak podała w rozmowie z autorem książki 'Zapatrzeni' Michałem Góralem, Zawada miał w życiu dwie pasje: góry i kobiety. Aktorka mówiła wprost, że wiedziała o romansach męża i że w pewnym momencie odpłacała mu - jak sama to ujęła - pięknym za nadobne. 'To były zdrady kontrolowane' - stwierdziła podobno w rozmowie z 'Dobrym Tygodniem'. Nie brzmi to jak wyznanie skrzywdzonej żony.
Milewska nie ukrywała też, że świadomie przymykała oko na adoratorki Zawady. 'Zarzucano mi, że jestem zbyt tolerancyjna. Uważałam jednak, że mąż jest tak fascynujący, atrakcyjny i charyzmatyczny, że nie wolno mi go zatrzymywać wyłącznie dla siebie' - napisała na kartach autobiografii 'Moje życie z Zawadą'. Dodała przy tym, że adoratorkom mężczyzny szczerze współczuła - bo uważała, że walczyły z góry przegraną walkę. 'Byłam pewna jego uczuć. Nawet trochę współczułam jego adoratorkom, bo były na pozycji z góry przegranej' - to jej słowa z tej samej książki.
Ponad 25 lat po śmierci Zawady - wciąż nie pogodziła się z odejściem
Andrzej Zawada zginął w 2000 roku. Od tamtej pory minęło już ponad ćwierć wieku, a 95-letnia Milewska - jak sama przyznała w rozmowie z 'Dobrym Tygodniem' - nadal nie zamknęła tego rozdziału. 'Moje życie ciągle trwa. Zamknięte jest życie z moim mężem. Już niedługo jednak znów będziemy z Andrzejem. Jeśli nie razem, to przynajmniej obok siebie' - powiedziała.
O całym małżeństwie mówiła bez lukru, ale i bez żalu. 'Nasze życie małżeńskie wcale nie było lukrowane, ale było wspaniałe, bo mimo niepokojów i rozterek trwało' - wyznała Góralowi. Trwało prawie pół wieku. I to mimo zdrad - po obu stronach.
Czy takie małżeństwo dziś w ogóle jest do wyobrażenia? Napiszcie w komentarzach.
Udostępnij
Materiał przygotowany przez redakcję z wykorzystaniem narzędzi automatyzacji.