Michał Wiśniewski siedział w studiu Polsatu i rozmawiał o miliardach. Nie o tych, które wciąż ma - tylko o tych, które przepuścił. I nie, nie płakał nad tym.
Miliony za lifestyle
W czasach największej popularności Ich Troje pieniądze płynęły do Michała Wiśniewskiego jak woda. Artysta nigdy nie udawał ascety - samochody za kilkaset tysięcy złotych, podróże na Malediwach, apartamenty jak pałace. Po prostu wydawał, co zarobił. "Po prostu się poślizgnąłem bardzo fajnie za swoje. Na życiu" - wspomina dzisiaj w rozmowie dla "K2. Jedziemy po bandzie" w Polsacie.
Tamte czasy to nie był okres ostrożności i długoterminowego planowania. To była apoteza hedonizmu - każdy kaprys spełniony, każda fantazja sfinansowana. Wiśniewski wymienia bez owijania: drogie samochody, eksotyczne podróże, apartamenty luksusowe, używki, dramaty uczuciowe. Wszystko razem, wszystko na raz.
"Niczego nie żałuję"
Ale oto zaskoczenie - kiedy pytają go, czy z dzisiejszej perspektywy zmieniłby coś, Wiśniewski mówi rzecz szokującą dla każdego, kto spodziewał się łez żalu. "Generalnie fajnie się żyło. Niczego nie żałuję. Zrobiłbym to jeszcze raz" - padła odpowiedź.
Nie ma tu pokuty, nie ma "gdybym znowu miał szansę". Lider Ich Troje staje przed kamerą i mówi: to były moje lata, spędziłem je tak, jak chciałem, i nie zmieniam nic. Nawet jeśli później przyszła upadłość, nawet jeśli system finansowy załamał się na jego głowie.
Bez wstydu
Wiśniewski nie odcina się od tamtych czasów - ani od wydatków, ani od skandali. Rozmowa przeszła też na jego słynny strój z Wysp Zielonego Przylądka, który stał się memem w polskim internecie. "Nie wstydzę się, bo to byłem cały ja" - stwierdził bez wahania.
To jest jego pozycja: brak retoryki pokutniczej, brak "teraz wiem, że źle", brak przeprosin za bycie sobą. Po latach Wiśniewski nie próbuje przepisywać swojej historii na bardziej moralną wersję. Miliony przepadły? Tak. Żałuje? Nie.









