Małgorzata Pieczyńska poznała Gabriela Wróblewskiego w Sztokholmie i natychmiast ją oczarował. Choć aktorka szybko się w nim zakochała, zanim powiedziała 'tak' na oświadczyny - musiała przejść przez kilka podejść.

Przypadkowe spotkanie w Szwecji zmienia wszystko

Gwiazda serialu 'M jak miłość' wyjechała do Sztokholmu ze swoim przyjacielem, reżyserem Januszem Zaorskim, by promować film 'Jezioro Bodeńskie'. Nie spodziewała się, że tam jej los się zmieni. Zaorski zaproponował jej spotkanie z przyjacielem z młodości - biznesmenem, który był wtedy także po rozwodzie.

Pieczyńska wspominała ten moment w programie 'VIVA! Bez Tabu' z nieukrywanym rozbawieniem. 'Po projekcji siedzimy w knajpie i wchodzi facet, zatkało mnie zupełnie. Zapytałam Janusza: czy to ten? I on mówi: ten' - opowiadała, nie kryjąc, że Gabriel Wróblewski od razu na nią zrobił wrażenie.

Co jednak urzekło ją najbardziej? Okazało się, że biznesmen w ogóle nie zainteresował się jej wyglądem. 'Skupiał się na mojej pracy, na talencie aktorskim' - wyjawiła. W świecie, gdzie aktorki zbyt często słyszą komplementy dotyczące urody, to okazało się być czymś wyjątkowym.

Kilka 'nie' zanim przyszło 'tak'

Choć romans rozwijał się pomyślnie, Pieczyńska przez lata nie była gotowa na kolejny krok. Wróblewski wielokrotnie oświadczał się, ale aktorka każdym razem odrzucała pierścionek. 'Wielokrotnie były nieprzyjmowane' - powiedziała tajemniczo w jednym z wywiadów.

Co stało za jej oporem? Gwiazda 'M jak miłości' wskazuje, że jej pierwsze małżeństwo z aktorem Andrzejm Pieczyńskim zostawiło ślad. Chciała być pewna, że tym razem będzie inaczej. Dopiero z czasem, widząc zaangażowanie i cierpliwość Gabriela, zmieniła zdanie. Wróblewski nie poddawał się - i w końcu się doczekał.

Brylant i garaż - historia, którą tylko ona mogła mieć

Gdy Pieczyńska wreszcie powiedziała 'tak', pierścionek zaręczynowy stał się czymś więcej niż zwykłą biżuterią. Okazał się świadkiem niezwykłej przygody.

Lata później drogocenny kamień z pierścionka po prostu wypadł. Pieczyńska i Wróblewski bezskutecznie szukali brylanta. Wydawało się, że zagubiło się coś nieodwracalnie. Aż pewnego dnia, spacerując po garażu, aktorka zobaczyła coś błyszczącego przy kratce ściekowej. 'Patrzę - brylant. Naprawdę coś niesamowitego' - wspominała z uśmiechem.

Od tamtej pory pierścionek pozostaje dla niej symbolem tego, że czasami życie wraca do nas to, co stracimy. Tak jak miłość, która - gdy jest prawdziwa - zawsze zasługuje na drugą szansę.

Co na to fani? Czy wierzą w to, że czekanie opłaca się? Zapraszamy do komentarzy.