Hanna Żudziewicz i Jacek Jeschke wyglądają jak para wysłana z Hollywood - zgrani, szczęśliwi, razem na parkiecie. Ale zanim go pocałowała, najpierw go nienawidziła. Albo przynajmniej myślała, że go nienawidzi.

Co się stało przed miłością?

Zanim Hanna i Jacek zostali małżeństwem, byli partnerami tanecznym - i to się skończyło. Jeschke wyjechał z Polski, zostawiając ją bez wyjaśnień. Tancerka przez lata nosiła to w sobie jak kamień na sercu. "Byłam wtedy zła. Nie rozumiałam tego, dlaczego razem nie tańczymy" - wyznała niedawno w "Faktach" na Polsacie.

Ale czekaj - to nie całe. Hanna przyznała, że sama miała wątpliwości, czy powinni razem być. "Może nie powinniśmy wtedy razem tańczyć, jak się rozstaliśmy. Ale miałam, wiesz, no zostawił mnie!" - dodała z goryczą, którą słychać było w każdym słowie.

Jak się okazało, to był plan

Zamiast skończyć się tragicznie, ta historia przerodziła się w coś całkiem innego. Czas, dystans i powtórne spotkania zadziałały jak magiczne zaklęcie. "Wierzę w przeznaczenie i to, że nasze historie też są gdzieś zapisane. To wszystko było po coś" - powiedziała Hanna.

Jacek patrzył na to z perspektywy. "Niektórzy mają coś takiego, jak widzę, że są razem od razu. A my przez to, że mieliśmy taką historię, że znaliśmy się, lubiliśmy, tańczyliśmy, mieliśmy sukcesy, porażki - to było takim krokiem, dzięki któremu dzisiaj jesteśmy tu, gdzie jesteśmy" - wyjaśnił w tym samym wywiadzie.

Rodzice wiedzieli coś, czego oni nie wiedzieli

Okazuje się, że nawet rodzice grali tu rolę. "Nasi rodzice się znają tak naprawdę od zawsze. To są jakieś niuanse, ale one naprawdę pomogły stworzyć fajną rodzinę" - zdradził Jacek. Jakby wszyscy dookoła nich czekali, aż wreszcie się połapią.

Prawdziwa miłość w show-biznesie? To rzadkość

Hanna jest świadoma tego, jak szczęściara jest. ", szczególnie w tej branży rozrywkowej, ciężko jest o to, żeby te związki przetrwały. Nie ma roku, żeby nie usłyszeć, że ktoś się rozstał" - stwierdziła bez owijania w bawełnę.

Ale ona ma coś innego. "To nie jest nic pod publiczkę, bo moje życie nie jest pod publiczkę. Jestem osobą, która nie lubi sensacji, nie lubię sztuczności. Jestem bardzo wdzięczna za to, że mam miłość" - wyznała. I słychać w tym, że to nie są słowa dla kamery - to jest prawda.

Co na to fani? Czy widzą w nich parę z przeznaczenia, czy może kolejny serial reality show-biznesu? Komentarze czekają.