Pięćdziesiąt lat na scenie razem i wciąż mają sobie co opowiadać. Majewska przy okazji promocji książki wróciła do wspomnienia, które wiele mówi o tym, skąd oboje przyszli.
Alicja Majewska i Włodzimierz Korcz to jeden z tych duetów w polskiej muzyce, które trwają niezależnie od trendów, kryzysów i dekad. Piosenkarka i kompozytor współpracują od pięćdziesięciu lat - próby, scena, trasa, znowu scena. Tyle wspólnie spędzonego czasu musiało zaprocentować czymś więcej niż tylko piosenkami.
Górka Korcza i pagórki Majewskiej
Majewska dorastała w Olbierzowicach koło Sandomierza - wioska, prawdziwe zimy, skrzypiący śnieg. Korcz wychował się w Łodzi. Pozornie inne światy, ale jak się okazało - podobne dziecięce doświadczenia.
W rozmowie opublikowanej w książce "Kobiece gadanie" piosenkarka wróciła do spaceru z kompozytorem ulicami Łodzi. "Pamiętam, jak kiedyś szłam przez Łódź z Włodzimierzem Korczem. Po drodze minęliśmy niewielkie wzniesienie. On spojrzał na nie z rozrzewnieniem i powiedział: 'Tu jeździłem na sankach, to była moja górka'" - wspomina Majewska.
Na tę łódzką górkę artystka zareagowała po swojemu. Myślami wróciła do sandomierskich pagórków - tych prawdziwych, stromych, z których można było zjeżdżać bez końca. "To było inne życie, inny świat. Prawdziwe zimy. Skrzypiący śnieg, księżyc oświetlający drogę" - napisała.
Pół wieku razem i wciąż jest o czym gadać
Majewska nie ukrywa, że lata spędzone na wsi ukształtowały ją bardziej niż cokolwiek innego. Im jest starsza, tym bardziej to docenia. Porównuje swoje dzieciństwo z opowieściami znajomych z miast i za każdym razem wychodzi na to samo - tamte zimy, tamte przestrzenie, tamta swoboda były czymś wyjątkowym.
A Korcz ze swoją łódzką górką? Cóż, każdy ma swoją. I to właśnie te drobiazgi - nie nagrody, nie płyty, nie tournée - budują prawdziwą przyjaźń po pięciu dekadach wspólnej pracy.
Czego zazdrościcie tej dwójce bardziej - wspólnych wspomnień czy pięćdziesięciu lat na scenie? Piszcie w komentarzach.




