Alicja Majewska weszła na scenę w bieli i za chwilę wiedzieli wszyscy - to będzie godzina dla niej. Owacje na stojąco, zanim zdążyła zaśpiewać, a po koncercie "Odkryjemy miłość nieznaną" publiczność nie mogła się uspokoić.
Majewska zaśpiewała, Sopot stanął dęba
Trzeciego dnia Top of the Top Sopot Festival zaplanowano koncert "Opera Leśna w Czterech Aktach". Na scenie pojawili się tuzy polskiej estrady - Artur Rojek, Nosowska, Kortez, Igor Herbut, Ralph Kaminski, Michał Bajor, Natalia Szroeder, Kuba Badach. Ale to Alicja Majewska zabrała sobie scenę.
Legenda polskiej piosenki weszła z Włodzimierzem Korczem i wykonała swój wielki przebój. Gdy zaśpiewała, sala stanęła. Nie było tańczących półnagich tancerzy, latających na linach artystów, błyszczących cekinów - tylko głos i klasa. Owacje na stojąco przed pierwszą nutą, owacje po ostatniej nucie.
"Zmiotła wszystkich innych artystów ze sceny"
Do rana w social mediach TVN zaroiło się od komentarzy zachwyconych widzów. Dla wielu to właśnie Majewska "uratowała" festiwal, który wcześniej zmagał się z wpadkami (pamiętacie blamażę Doroty Wellman?) i kontrowersyjnymi wynikami konkursu o Bursztynowego Słowika.
"Alicja Majewska doskonała. Uratowała poziom tego festiwalu" - pisali fani. "Wyszła ona cała na biało. Dostała owacje na stojąco, nim zaczęła śpiewać. Nie potrzebowała półnagich tancerzy. Nie potrzebowała latać na linach. Zbędny jest brokat, tiule, cekiny, krótka mini. Nim zaczęła śpiewać, zmiotła wszystkich innych artystów ze sceny. Klasa! Prawdziwa dama polskiej piosenki!" - zachwalali się odbiorcy.
Niemal każdy komentarz brzmiał podobnie - nie o efektach, nie o wizażu, tylko o tym, co naprawdę liczy się w muzyce. "Życzyłbym wszystkim artystom, żeby śpiewali jak Pani Alicja, która nie je mikrofonu, pięknie ją słychać" - dodawali.
Trudno się dziwić. Alicja Majewska to ikona, która przez dziesięciolecia dowodzą, że autentyczność bije każdy sztuczny efekt. A Sopot to sobie zapamiętał.



