Siostra Soni wyznała, że prowadzenie biznesu to dla niej koszmar. Decyzje, podróże, presja - wszystko razem doprowadziło ją do granicy wytrzymałości.
Maja Bohosiewicz zarabia fortunę na modzie i mediach społecznościowych, ale za tę fortunę płaci cenę. Celebrytka przerwała milczenie i przyznała, że jest po prostu rozbita.
Co się dzieje z Bohosiewicz?
Maja Bohosiewicz miała wszystko - serialowe role w "M jak miłość" i "Na dobre i na złe", triumf w "Tańcu z Gwiazdami", a teraz prosperujący biznes odzieżowy i setki tysięcy obserwatorów w mediach społecznościowych. Ale sławę zamienił na coś gorszego - na zmęczenie.
W osobistym wpisie w sieci celebrytka rozprawiła się ze swoim życiem bez żadnych ozdób. Przyznała, że prowadzenie firmy to nie tylko przywilej - to przede wszystkim chaos i stres.
"Zaczynam się wykolejać na najprostszych rzeczach"
Maja wprost mówiła o tym, co ją przytłacza. Najpierw wyznała, że bycie w domu to dla niej teraz luksus: "Jestem w takim momencie, że bycie w domu jest dla mnie najbardziej wyczekiwaną i upragnioną atrakcją. Wiem, jak to brzmi. Przecież wszyscy kochamy wyjeżdżać, kochamy być w samolocie, pakować walizkę, szykować plan zwiedzania."
Ale to dopiero początek. Gorzej było, gdy opisywała swoje zmęczenie: "Jestem zwyczajnie zmęczona, przebodźcowana, ilość rzeczy, która się dzieje zawodowo, jest dla mnie nie do ogarnięcia, zaczynam się wykolejać na najprostszych rzeczach."
Częste podróże, prowadzenie firmy, wychowywanie dwójki dzieci, media społecznościowe - to wszystko jednocześnie zmieniło się w maszynę do mielenia energii.
Decyzje, decyzje, decyzje
Ale to nie koniec. Siostra Soni ujawniła, że największy problem to odpowiedzialność za każdą decyzję w biznesie. "Jak słyszę zdanie: musisz zdecydować, musisz zaakceptować, musisz to - czuję taki ścisk w żołądku, który podchodzi mi aż do krtani" - wyznała bez owijania w bawełnę.
To jest szczera rozmowa o tym, ile kosztuje bycie przedsiębiorcą. Każda decyzja leży na jej barkach. Każda wpadka - jej wina. Każdy sukces - jej zasługa, ale i jej odpowiedzialność na następny dzień.
Maja jednak znalazła dla siebie ulgę. Przyznała, że jej zmęczenie to w gruncie rzeczy przywilej: "I wiem, że na koniec dnia to przywilej być zmęczoną przez własną ambicję."
To może brzmieć jak platyna, ale czytając między wierszami - to wrzask człowieka, który pracuje do upadłego.
Materiał przygotowany przez redakcję z wykorzystaniem narzędzi automatyzacji.