Lynda Carter ma 75 lat i wciąż wygląda spektakularnie. Aktorka, która pół wieku temu zagrała Wonder Woman, właśnie ujawniła swój sekret - nigdy nie poddała się żadnej operacji plastycznej. Brzmi jak mit, ale sam cytat jest mocny.
Zawsze naturalna - bez noża chirurga
Lynda Carter odsłania swoją strategię na starzenie się z godnością. W wywiadzie dla magazynu "People" udzielonym dwa lata temu przyznała wprost: przez pięć dekad celowo omijała gabinety chirurgów plastycznych. "Ludzie wciąż mnie rozpoznają jako Wonder Woman. Nie sądzę, żebym zmieniła się aż tak bardzo. Nie operuję twarzy, więc prawdopodobnie wyglądam po prostu jak wcześniej, tylko jestem starsza" - powiedziała.
Co ciekawe - aktorka wyjaśniła też, czemu nigdy nie zdecydowała się na lifting czy inny zabieg. "Powodem, dla którego nigdy nie poddałam się żadnej operacji twarzy, jest po prostu strach. To przerażające, bo wszyscy widzieliśmy już nieudane zabiegi" - dodała Carter.
Od Wonder Woman do Asterii. Kariera bez przerwy
Amerykańska gwiazda nie zawsze była w centrum uwagi. Jej przełomowym momentem był serial przygodowy z lat siedemdziesiątych, gdzie wcieliła się w postać legendarnej superbohaterce. Przez pięć lat "Wonder Woman" robi na niej ogromne wrażenie - to jej największy zawodowy sukces.
Ale Carter nigdy nie chowała się na laurach. W kolejnych latach pojawiała się w "Straży wiejskiej", "Czasie Apokalipsy" czy w "Wonder Woman 1984", gdzie zagrała Asterię. Aktorka do dziś regularnie pojawia się na planach filmowych i na eventach branży.
W ubiegły weekend świętowała 75. urodziny. Z tej okazji wrzuciła do sieci zdjęcia z planu trzeciej części "Straży wiejskiej" - na fotkach relaksuje się w zewnętrznej wannie. Fani od razu zauważyli - gwiazda wygląda spektakularnie, dokładnie tak jak w czasach kręcenia oryginalnego serialu.
Fani pytają - czy to możliwe?
Oczywista dla wielu była myśl: sekret jej wiecznej młodości to na pewno zabiegi chirurgiczne. Tymczasem sama Carter robi porządek w tych spekulacjach. Jej wygląd to efekt naturalnego starzenia się, dbania o siebie i... szczęścia genów.
Zerknij na zdjęcia z lat siedemdziesiątych i dziś - różnica jest, ale to wciąż ta sama kobieta, bez drastycznych zmian w rysach twarzy. Czy to definicja słynnego już "starzenia się z godnością"? Fani Lyndy Carter zdają się być pełni podziwu dla jej postawy wobec naturalności.


