Cała Warszawa plotkowała, a ona wiedziała. Barbara Ludwiżanka wybaczyła mężowi romans z największą gwiazdą Teatru Polskiego - i nigdy tego nie żałowała.
Władysław Hańcza to dla pokoleń Polaków przede wszystkim Kargul z trylogii 'Sami Swoi'. Mało kto pamięta, że za kulisami jego życia toczyła się historia równie dramatyczna jak na ekranie - pełna zdrad, przebaczenia i miłości, która przetrwała niemal cztery dekady.
Kim była kobieta, która wybaczyła mu wszystko?
Barbara Ludwiżanka poznała Hańczę, gdy ten był jeszcze żonaty z Heleną Chaniecką, matką jego syna Władysława juniora. Zakochał się w niej, jak sam mówił, bez pamięci. Ona długo go odpychała. 'Już wcześniej o mnie zabiegał, ale go nie chciałam' - wspominała w wywiadzie dla 'Przyjaciółki'. Wojenna zawierucha rozdzieliła ich w 1939 roku. Spotkali się po latach i przez jakiś czas żyli razem bez ślubu - Hańcza oficjalnie wciąż był mężem Heleny i nie spieszył się z rozwodem. Dopiero w 1948 roku zdecydował się uregulować sytuację i poślubić Barbarę.
Ale spokój nie trwał długo. Wkrótce cała Warszawa zaczęła szeptać o jego romansie z Elżbietą Barszczewską - wielką gwiazdą Teatru Polskiego, którą Hańcza podziwiał jeszcze jako młody chłopak. Romans był tym bardziej skandaliczny, że Władysław był najlepszym przyjacielem jej męża, a Barbara przyjaźniła się z Elżbietą. Po kilku miesiącach Hańcza wrócił do żony. Barbara mu wybaczyła.
'Wolałam, żeby dominował, niż żeby go nie było'
Po śmierci Władysława Barbara przyznała w rozmowie z 'Kobietą i życiem', że była gotowa wybaczyć mu właściwie wszystko. 'Dominował w naszym związku, co nie miało dla mnie wielkiego znaczenia. Wolałam, żeby dominował, niż żeby go nie było' - powiedziała wprost. Sam Hańcza nie ukrywał, że inne kobiety sprawiały mu przyjemność. 'Ja kobiety lubię, mając pełną świadomość ich wad. Ich psychika, z całym balastem typowo niewieścich ułomności, wzrusza mnie oraz jednocześnie czyni bardziej wrażliwym mężczyzną' - wyznał na łamach magazynu 'Film' w 1968 roku. Najważniejsza była jednak zawsze jego 'maleńka Basia'.
Dopiero po jego śmierci Barbara ujawniła, że sama kiedyś zdradzała go z kolegą z teatru Janem Kreczmarem. Nie trwało to długo. Mąż pozostał miłością jej życia.
Oboje żałowali jednego - że nie mieli wspólnych dzieci. 'Byliśmy zbyt zajęci pracą, nie mieliśmy czasu na dziecko. A kiedy już mieliśmy czas, było za późno' - mówiła Ludwiżanka w wywiadzie dla 'Kobiety i życia'. Syna Władysława z pierwszego małżeństwa traktowała jak własnego. Tym boleśniej przeżyła jego nagłą śmierć w 1966 roku - Władysław junior miał zaledwie 34 lata.
W 1977 roku Hańcza zasłabł podczas wakacji na Sycylii. Wrócił do kraju i trafił do szpitala, z którego już nie wyszedł. Barbara czuwała przy jego łóżku, wychodząc tylko na spektakle. Tego wieczoru, gdy mąż odszedł, grała w 'Panu Jowialskim'. Koledzy wiedzieli już, gdy wchodziła na scenę. 'Następnego dnia też grałam. Tak było mi lżej' - wspominała w rozmowie z Polskim Radiem.
Władysław Hańcza zmarł 19 listopada 1977 roku. Barbara przeżyła go o trzynaście lat. Odeszła 26 października 1990 roku. Jej ostatnim życzeniem było spocząć obok niego na Powązkach - i tak się stało.
'Różnie między nami bywało, ale wiem, że byłam miłością życia Władka. Całe życie to ja na niego czekałam, teraz on czeka na mnie' - powiedziała kiedyś. Trudno o lepszą puentę.




