Anita Lipnicka (51 l.) tworzyła hity dla Varius Manx, a zarabiała jak stażystka. W najnowszym wywiadzie dla 'Vivy' wokalistka nie gryzła się w język - opowiedziała, jak lider zespołu zarządzał jej finansami, a ona siedziała cicho.
Hity pisała, pieniądze nie brała
Kiedy Anita Lipnicka dołączyła do Varius Manx w 1994 roku, miała 19 lat i żaden oporz na punkcie show biznesu. To ona napisała przeboje "Zanim zrozumiesz", "Piosenka księżycowa" czy słynne "Tokio" - piosenkę o jej modelingowym kontrakcie w Japonii. Zespół sprzedawał setki tysięcy płyt. Ona zarabiała grosze.
"W moim imieniu i całego zespołu podpisywał umowy lider grupy. One mnie obowiązują do dzisiaj. Z najbardziej hitowej płyty 'Emu' od ponad 30 lat nie należą mi się żadne wpływy ze sprzedaży" - wyznała w rozmowie z magazynem. Lipnicka przyznała, że jako młoda dziewczyna nie miała pojęcia, na czym się zna. "Byłam ufna i zupełnie zielona".
Pracowała ponad siły, wycieńczona i bez pieniędzy
Sytuacja finansowa nie była jedynym problemem. Lipnicka wspomina, że przez dwa lata, które spędziła w zespole, pracowała do upadłego - kilka koncertów tygodniowo, a wysiłek nigdy nie przełożył się na zarobki. "Grałam po kilka koncertów w tygodniu, nasze płyty sprzedawały się w setkach tysięcy egzemplarzy, a ja niewiele z tego miałam" - tłumaczyła.
Status materialny Lipnickiej nie zmienił się nawet wtedy, gdy zespół zdobywał popularność. Ubrania na występy szyła jej sąsiadka jej mamy - pro bono, z koleżeńskości. Lipnicka pracowała bez wsparcia finansowego, bez przyzwoitych umów, bez kontroli nad swoją pracą.
Ucieczka do Anglii, solowa kariera
W 1996 roku Lipnicka odeszła z Varius Manx. Sama określa to jako "ucieczkę". Przeprowadziła się do Wielkiej Brytanii, gdzie rozpoczęła karierę solową. Decyzja okazała się strzałem w dziesiątkę - wygrała dwa Fryderyki, otrzymała 13 nominacji, wydała potrójnie platynową płytę, jedną platynową i pięć złotych.
Taka trajektoria kariery pokazuje, ile potencjału marnowała w Varius Manx. Lipnicka miała talent, miała przeboje, miała głos - brakowało jej tylko szansy, uczciwych umów i szefa, który by jej nie wykorzystywał. Gdy wreszcie weszła na własną drogę, świat poznał prawdziwą Anitę Lipnicką.
Historia Lipnickiej nie jest odosobnionym przypadkiem - wiele artystek lat 90. doświadczyło podobnych niesprawiedliwości. Ale gdy wreszcie o tym mówi, jej historia brzmi jak ostrzeżenie dla młodych artystów: pamiętajcie, że umowy to nie są dekoracja, a wasze talenty warte są więcej niż obietnice szefa.




