Czternaście lat, tornister na plecach i oczy wielkie jak spodki. Tak Marian Lichtman zapamiętał Zbigniewa Wodeckiego - zanim ten stał się legendą.

Czternaście lat, tornister na plecach i oczy wielkie jak spodki. Tak Marian Lichtman zapamiętał Zbigniewa Wodeckiego - zanim ten stał się legendą.

Lichtman, współzałożyciel Trubadurów, opowiedział tę historię w rozmowie z Kozaczkiem. Lata sześćdziesiąte, Kraków, zespół Izomorf 67 - bo z Trubadurami był wtedy chwilowy rozłam - i pewien chłopak, który codziennie zaglądał na próby.

Mały Zbyszek i wielki talent, którego jeszcze nie było słychać

Zbigniew Wodecki dorastał w muzycznej rodzinie - ojciec trębacz, matka sopranistka, siostra grała na wiolonczeli. Muzyka była w tym domu jak powietrze. Ale Lichtman nie wiedział o tym nic, gdy po raz pierwszy zobaczył chłopca siedzącego pod Barbakanem i wpatrzonego w ich grę.

„Pamiętam, jak poznaliśmy Zbynia. Przychodził ze szkoły z tornistrem do Barbakanu posłuchać, jak my gramy i był zawsze zachwycony nami. Miał chyba ze 14 lat, też wtedy zaczynał, do szkoły muzycznej chodził" - wspominał Lichtman w rozmowie z Kozaczkiem.

Kilka lat później ich drogi znów się skrzyżowały - tym razem w Ostendzie, przy okazji radiowego koncertu. Wodecki grał już wtedy z Ewą Demarczyk. Jako trębacz i skrzypek, nie wokalista. „Jeszcze wtedy nie śpiewał, udzielał się instrumentalnie, ale potencjał niesamowity. No i potem ktoś go musiał namówić do śpiewu, no i jak wyszło!" - mówił Lichtman.

Krzysztof Krawczyk wiedział, że Wodecki mógł dać więcej

Zbigniew Wodecki zmarł 22 maja 2017 roku, trzy dni po operacji wszczepienia bajpasów - przeszedł udar, z którego już nie wstał. Odchodził w momencie renesansu swojej popularności, po sukcesie albumu z Mitch&Mitch. Miał jeszcze tyle do powiedzenia.

Krzysztof Krawczyk, który przeżył go o cztery lata, podobno powtarzał, że Wodecki mógł zostawić po sobie znacznie więcej. Lichtman przyznaje, że te słowa do niego dotarły: „Dopiero go doceniono bardziej po śmierci. Mógł jeszcze zostawić więcej tych piosenek, u Krzysztofa to było inaczej".

Trudno nie przyznać mu racji. Chłopak z tornistrem spod Barbakanu wyrósł na jednego z najbardziej wszechstronnych artystów w historii polskiej muzyki - i odszedł, zanim świat zdążył go docenić tak, jak powinien.

A wy - macie swój ulubiony utwór Wodeckiego? Dajcie znać w komentarzach.