Fabrizio Romano napisał dwa słowa i internet eksplodował. Według najbardziej zaufanego transferowego informatora świata, Robert Lewandowski dogadał się z Chicago Fire i lada dzień pakuje walizki do Stanów.
Fabrizio Romano napisał dwa słowa i internet eksplodował. Według najbardziej zaufanego transferowego informatora świata, Robert Lewandowski dogadał się z Chicago Fire i lada dzień pakuje walizki do Stanów.
Chicago zamiast Barcelony - jak do tego doszło?
Według Romano, Lewandowski miał odwiedzić Chicago Fire dwa tygodnie temu - razem z agentem Pinim Zahavim, doradcą Tomaszem Zawiślakiem i prawnikiem Kamilem Gorzelnikiem. Wizyta podobno przekonała wszystkich do podjęcia decyzji. Romano ogłosił na platformie X: "Polski napastnik zgodził się dołączyć do Chicago Fire po wizycie w klubie i mieście. Lewandowski podpisze kontrakt na początku przyszłego tygodnia, gotowy na nowy rozdział w MLS. Wielki transfer".
Trener Gregg Berhalter od miesięcy zabiegał o ten ruch. W rozmowie z Interią miał stwierdzić, że widzi w Lewandowskim kogoś znacznie większego niż piłkarza - ambasadora projektu, który pomoże przekształcić Chicago Fire w prawdziwy superklub. 11 czerwca publicznie potwierdził negocjacje i prosił kibiców o cierpliwość. Kilka tygodni wystarczyło.
Wiosną mówili, że to niemożliwe
Jeszcze kilka miesięcy temu nic na to nie wskazywało. Dziennikarze The Athletic - Tom Bogert i Paul Tenorio - informowali, że władze Chicago Fire są zadowolone z napastnika Hugo Cuypersa, a transfer Lewandowskiego określali jako "mało prawdopodobne". Rozmowy podobno ruszyły już w grudniu od spotkania z Berhalterem, ale sygnały z USA były przez długi czas niejednoznaczne.
Teraz Romano stawia sprawę jasno. Jeśli jego informacje się potwierdzą - a Romano się myli rzadziej niż pogoda w lipcu - to 36-letni Lewandowski kończy europejski rozdział kariery i zaczyna pisać nowy. W MLS. W Chicago. Gdzieś między jeziorem Michigan a deep dish pizzą.
Spodziewaliście się takiego obrotu spraw? Dajcie znać w komentarzach.

