Trzeci mecz to było coś innego. Robert Lewandowski wreszcie znalazł sieć dla Chicago - debiutancki gol, który zmienił nastrój wokół polskiego piłkarza w nowym klubie. Na trybunach kibice z Polski machali transparentami z napisami 'Witamy Robert' i 'Lewy my idol'. Ale gdy się odezwał po meczu, okazało się, że Lewy ma na głowie coś zupełnie innego niż zwycięstwa.

Wreszcie gol, ale Lewandowski myśli o czym innym

Dwa pierwsze mecze to były koszmar. Teraz wreszcie - gol, radość, ulga. Robert Lewandowski strzelił debiutanckiego gola dla Chicago i od razu stał się bohaterem dnia. Kibice z Polski głośno go wspierali, machając transparentami na stadionie.

'To było bardzo ważne zwycięstwo. Nie tylko dla mnie, ale dla całej drużyny. Szczególnie po dwóch meczach, w których nie udało się wygrać' - mówił Lewandowski w rozmowie dla Major League Soccer.

Gol to był sukces, ale w wywiadzie Lewy zdradził, co naprawdę go teraz gnębi. 'Dla mnie to jest inny świat i nie chodzi tu tylko o to, że jestem tutaj, ale też dlatego, że jestem poza Europą. Ale muszę powiedzieć, że cieszę się z moich nowych kolegów, którzy są bardzo otwarci' - przyznał piłkarz.

Sam w Chicago. Anna wciąż nie dołączyła

Za kulisami sytuacja jest bardziej skomplikowana. Anna Lewandowska wciąż nie przyjechała do Chicago, a Robert czeka tam sam. W tym czasie szuka dla nich mieszkania godnego ich standardu - apartament, który spełniałby oczekiwania pary.

Zródła podają, że przeprowadzka żony trwa dłużej, niż się spodziewał. Robert rozeznawał się po mieście, szukając idealne miejsce dla siebie i rodziny. Tymczasem muszą czekać - każdy z innego kontynentu.

Gol w trzecim meczu to był krok w dobrą stronę. Ale dla Lewandowskiego to dopiero początek. Czeka go jeszcze wiele pracy, by zadomowić się w Chicago. Pytanie tylko - kiedy wreszcie pojawi się tam Anna?

Co na to fani? Piszcie w komentarzach - czy myślicie, że przeprowadzka Anny przeszkadza Robertowi w grze?