Fałszywy profil włoskiego dziennikarza rzucił bombę w świat futbolu. Robert Lewandowski miał wrócić do Barcelony na wypożyczenie - brzmiało sensacyjnie, wzbudzało emocje, aż do momentu, gdy okazało się, że nikt tego nie potwierdził.
Fejk który podbił sieć
Wpis opublikowany z profilu podszywającego się pod Fabrizio Romano sugerował, że Barcelona wewnętrznie rozważa krótkoterminowe wypożyczenie Roberta Lewandowskiego. Polak miałby być awaryjnym rozwiązaniem, gdy inne transfery się nie powiodą. Problem? Profil był zwykłą podróbką. Nazwisko słynnego transferologu wykorzystywane do rozpuszczania fejków - klasyka mediów społecznościowych w okresie transferowym.
Informacja rozeszła się jak wirus. Kibice Barcelony zasypali komentarze - jedni ekscytowali się powrotem swojego ulubieńca, inni zastanawiali się, czy Barcelona w ogóle stać na taki ruch. Lewandowski wraca? Fałszywy alarm.
Dlaczego wszyscy się nabrali
Romano to ikona wśród ekspertów od transferów. Każdy jego tweet czytają tysiące kibiców i dziennikarzy. Dlatego właśnie cyberprzestępcy regularnie tworzą konta podszywające się pod niego - wiadomość opublikowana pod jego nazwiskiem błyskawicznie trafia do milionów osób, zanim ktoś spostrzeże, że profil jest podrobiony.
W przypadku Lewandowskiego scenariusz brzmiał przekonywająco. Barcelona rzeczywiście ma problemy w ataku. Polak rzeczywiście zna Camp Nou jak nikt inny. Trener Hansi Flick rzeczywiście pracował z nim wcześniej. Wszystkie elementy pasowały - tyle że były zmyślone.
Barcelona szuka rozwiązań
Catalanów rzeczywiście czeka sezon, w którym ofensywa może stanowić problem. Klub nie wszystkie zaplanowane transfery przeprowadził, a ubytki w ataku są realne. Dlatego właśnie temat Lewandowskiego - chociaż fejkowy - rozpalił wyobraźnię kibiców. Co by było, gdyby...? Takie spekulacje to chleb powszechny w okresie transferowym.
Lewandowski zaś, grając w innym klubie, prawdopodobnie nie myśli o powrocie do Barcelony. Ale czy to powstrzyma fanów od marzeń? Oczywiście, że nie.
Jak się bronić przed fejkami
Jedno uczy nas ta historia: w mediach społecznościowych zawsze warto sprawdzić, czy profil jest zweryfikowany. Ikona niebieskiego ptaszka (na X/Twitterze) to podstawa. Fabrizio Romano ma ponad 19 milionów obserwujących - fake'owe konto tego nie zmienia.
Ale czy tego doświadczenie powstrzyma kibiców przed rozpowszechnianiem fejków? Historia uczy, że nie. Szczególnie gdy plot jest na tyle kuszący, że warto go powtórzyć.
Co na to Barcelona? Milczenie. Co na to Lewandowski? Pewnie nawet nie widział tego wpisu.









