Anna Lewandowska ledwo wróciła do Barcelony, a już wyznała coś, czego się wstydzi. Trenerka fitness przyznaję się w sieci: mimo 5 treningów tygodniowo, zdrowego jedzenia i suplementacji, jej ciało nie daje rady. Gorzej niż innym. To zaskakuje, bo od lat wie, jak to robić.

# Lewandowska rozlicza się sama. Problem, który 'nie powinien jej być problemem'

Anna Lewandowska nie wytrzymała. Na Instagramie opowiedziała fanom o swoim największym sporcie - nie tym na boisku, ale tym wewnętrznym. Chodzi o odpoczynek i regenerację.

"Mimo tylu lat w sporcie, moją największą bolączką wciąż bywa odpoczynek i właściwa periodyzacja, czyli planowanie treningów w czasie tak, aby przeplatać okresy ciężkiej pracy z czasem na pełną regenerację" - wyznała szczerze.

Trenuje co najmniej 5 razy w tygodniu. Pilnuje każdego szczegółu: zbilansowanego jedzenia, suplementacji, snu, rozciągania, nawodnienia. Robiła wszystko, co tylko się da. A i tak? Czasem pada z sił.

"Ale o co chodzi? Przecież robię wszystko jak z podręcznika!"

To słowa Lewandowskiej, które padły w jej poście. Czuć w nich frustrację - nie tylko fizyczną, ale i psychiczną. Ona wie, jak to robić. Zrobiła to setki razy. A jej ciało mówi: nie. Potrzebuję więcej czasu niż twoi przyjaciele ze sportu.

"Przychodzą dni, kiedy czuję, że potrzebuję na regenerację po prostu więcej czasu niż inni. I powtarza mi to bezustannie mój mąż" - dodała, wspominając Roberta Lewandowskiego.

Mąż od lat mówi jej to samo: słuchaj siebie, nie ścigaj się z innymi. Lewandowska w końcu to usłyszała.

Od porównań do akceptacji. Ale to wcale nie jest łatwe

Zrozumiała, że "to też jest OK". Każdy ma inny układ nerwowy, inną codzienność, inne obciążenie emocjonalne. "Ostatnie miesiące były i są dla mnie stresem" - przyznała. Porównywanie się do kogoś obok, nawet w tej samej formie, bywa pułapką.

Co ważne - Lewandowska przyznała, że ostatni czas był dla niej stresujący. Mogło to mieć związek z pobytem w Chicago, zmianą strefy czasowej, pracą nad biznesem. Wszystko razem może wyczerpać nawet najpotężniejszy organizm.

"Słuchanie własnego ciała to nie oznaka słabości, ale największa dojrzałość sportowa, jakiej wciąż się uczę" - podsumowała na koniec, oddając hołd swojemu mężowi, który tę naukę w niej budzi.

Co na to fani? Polubili szczerość - to właśnie ta Lewandowska, którą kochają. Nie ta z Instagram-filtrów, ale ta, która przyznaje: czasem nawet najlepsza przegrywa z własnymi limitami.