Ojciec zostawił rodzinę, gdy Anna miała kilkanaście lat. Dziurawe buty, brak pieniędzy na podręczniki - i dziewczyna, która z tego wszystkiego zbudowała imperium warte miliony.

Ojciec zostawił rodzinę, gdy Anna miała kilkanaście lat. Dziurawe buty, brak pieniędzy na podręczniki - i dziewczyna, która z tego wszystkiego zbudowała imperium warte miliony.

Lewandowska chętnie wraca do tej historii w wywiadach. Nie po to, żeby wzbudzić litość - raczej żeby pokazać, skąd pochodzi. W 2000 roku, po odejściu ojca, rodzina z dnia na dzień znalazła się bez grosza. Uratował ją sport.

38 medali, których nikt nie pamięta

Anna Lewandowska, wówczas jeszcze Stachurska, zdobyła 38 medali mistrzostw Polski, Europy i świata w karate w federacji WFF. To nie hobby - to zawodowa kariera sportowa, która przyniosła jej skromne stypendium i odmieniła sytuację finansową całej rodziny. Dziś, gdy wszyscy kojarzą ją jako żonę Roberta i twarz Healthy Plan by Ann, te medale gdzieś przepadły w narracji.

Przyszłego męża poznała latem 2007 roku na obozie integracyjnym dla studentów Akademii Wychowania Fizycznego. Pięć lat później obroniła tam tytuł magistra. Robert był wtedy od dyplomu bardzo daleko - jego licencjat przyszedł dopiero w 2017 roku, a magisterka w 2020, trzynaście lat po rozpoczęciu studiów.

Dyplom dietetyka, który wycenił się w milionach

Lewandowska nie zatrzymała się na magisterce z wychowania fizycznego. Dołożyła studia podyplomowe, tytuł specjalistki ds. żywienia i dyplom menedżera sportu. Kiedy zaczęła prowadzić dietę Roberta jako jego osobista dietetyczka, efekty były na tyle widoczne, że o porady zaczęli prosić ją inni zawodnicy polskiej kadry.

Reszta to już historia, którą zna każdy, kto choć raz widział reklamę zdrowego batonika. Programy treningowe, obozy sportowe, linia przekąsek, kosmetyki - biznes Lewandowskiej rozrósł się daleko poza Instagram. I wszystko to z papierami w ręku, nie tylko ładną twarzą przy sławnym nazwisku.

Pytanie tylko jedno: czy gdyby ojciec nie odszedł tamtego roku, Anna w ogóle trafiłaby na salę treningową? Czasem to właśnie najtrudniejszy moment pcha nas najdalej. Co o tym myślisz - daj znać w komentarzu.