Mdłości, omdlenia i kołatanie serca - tak Marcela Leszczak opisuje rozmowy z Michałem Koterskim po rozwodzie. I mimo to twierdzi, że to jedyna słuszna droga.

Rozstali się w grudniu 2025 roku po małżeństwie, które nie przetrwało nawet dwóch lat. Koterski szybko znalazł nową partnerkę, Leszczak też próbowała - bez powodzenia. A jednak oboje potrafią dziś funkcjonować obok siebie bez awantur. Fani pytają: jak?

Leszczak mówi wprost: to kosztuje

Marcela Leszczak w rozmowie z Jastrząb Post nie owijała w bawełnę. Dobre stosunki z byłym mężem to nie jest kwestia dobrej woli ani wizerunku - to ciężka praca emocjonalna, która ją fizycznie męczy.

"Na pokaz to ja bym nie zrobiła" - powiedziała wprost. "Mamy do siebie dużo szacunku, rozmawiamy na trudne tematy tu i teraz, które nie są wygodne i przyprawiają mnie o mdłości, omdlenia i kołatania serca, ale ja teraz wiem, że nie odkładam niczego na później. Przegadujemy tu i teraz i nie zostawiamy rzeczy niedopowiedzianych" - dodała.

Jako powód takiego podejścia wskazała dojrzałość emocjonalną - swoją własną. Nie Koterskiego, nie wspólną - swoją. To rzadka odpowiedź w świecie, gdzie po głośnych rozstaniach celebryci zwykle albo milczą, albo dają wywiady o tym, jak bardzo im ulżyło.

Wakacje z Fryderykiem - bez Koterskiego

Leszczak i Koterski mają wspólnego syna, Fryderyka. Dziennikarze zapytali też o wakacje - czy para planuje cokolwiek razem przez wzgląd na dziecko. Odpowiedź była krótka i konkretna: nie.

"Nie, dzielimy, dzielimy. Ja mam plany z Fryderykiem. Teraz byliśmy na Mazurach tydzień i to tak wyjdzie spontanicznie właściwie. Może gdzieś w Polsce, może za granicę. Nie wiem. Gdzie nas poniesie" - skwitowała w tym samym wywiadzie dla Jastrząb Post.

Żadnych wspólnych rodzinnych wyjazdów, żadnego udawania zrekonstruowanej rodziny na potrzeby zdjęć. Każde jedzie osobno, Fryderyk tym razem z mamą. Prosto i bez ozdóbek.

Trudno nie zauważyć, że Leszczak mówi o tej relacji inaczej niż większość rozstanych par w show-biznesie - bez słodkich zapewnień, że "jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi", ale też bez teatralnego dystansu. Po prostu: jest ciężko, rozmawiamy mimo to, syn na tym korzysta.

Czy to przepis na cywilizowany rozwód, który da się skopiować? Albo tylko dowód, że niektórym udaje się to, co innym nie wychodzi nawet przy najlepszych chęciach?