Magdalena Lamparska odłożyła cudze scenariusze i wzięła się za własny. Pisze film o powrocie do korzeni - i nie ukrywa, że to historia jej samej.

Znana z "365 dni" i "Big Love" aktorka od lat balansuje między kasowymi hitami a teatralnymi scenami Kwadratu, Polonii i Och-Teatru. Teraz robi coś, czego jeszcze nie robiła - siada do komputera i pisze.

Dziewczyna z małego miasteczka kontra Hollywood

Lamparska pracuje nad filmem, który ma być jej osobistą historią. Razem ze współpracownikami tworzy scenariusz o sile tkwiącej w korzeniach - i o tym, że nie warto udawać kogoś, kim się nie jest. W rozmowie na kanale YouTube dziennikarki Katarzyny Olubińskiej powiedziała wprost:

"Teraz tworzę film, też piszę film, piszemy scenariusz o powrocie do korzeni, o tym, że w naszych korzeniach jest siła, że nie mogę udawać [...] kim ja nie jestem, bo ja nie jestem tym typem. Tylko właśnie czerpię siłę z tego, że jestem dziewczyną z małego miasteczka, z takimi wartościami jakie dostałam. To jest moje. Ja się nie zmienię."

I dodała z rozbrajającą szczerością: "Okej, no jestem taka jaka jestem, ale może to jest moją siłą."

Rosół sprowadza na ziemię

Lamparska nie ukrywa, że za gwiazdorskim blaskiem kryje się zupełnie zwyczajne życie. W tej samej rozmowie przyznała, że to rodzina trzyma ją przy zdrowym rozsądku. "Absolutnie moja rodzina sprowadza mnie bardzo szybko na ziemię. [...] I znowu wracam na te moje rosoły, pomidorówki i ja bardzo to doceniam, bo ja wtedy bardzo szybko, realnie wracam do tego, co jest prawdą o życiu" - wyznała.

Brzmi jak ktoś, kto wie, czego chce od życia - i od kina. Pytanie tylko, kiedy film trafi na ekrany. Na to odpowiedzi jeszcze nie ma.

Czy autobiograficzne kino Lamparskiej podbije polskie multipleksy tak samo jak "365 dni"? Piszcie w komentarzach.