Piotr Kupicha nie jest typem gwiazdy, która udaje, że wszystko zawsze szło gładko. W rozmowie z 'Super Expressem' powiedział to, co wielu artystów boi się przyznać głośno.

Piotr Kupicha nie jest typem gwiazdy, która udaje, że wszystko zawsze szło gładko. W rozmowie z Super Expressem powiedział to, co wielu artystów boi się przyznać głośno.

Wokalista Feel miał za sobą lata na szczycie - i lata, gdy o Feel mówiło się znacznie ciszej. Zamiast narzekać, wyciągnął z tego coś zupełnie innego.

"Możemy tylko zrobić rachunek sumienia i iść dalej"

Kupicha przyznaje, że nie ma sensu roztrząsać decyzji, których już nie cofnie. Twierdzi, że droga, którą przebył z Feel - z całym jej bagażem - musiała wyglądać dokładnie tak, jak wyglądała.

"Nie da się już zrobić nic inaczej. My jako osoby na świeczniku, osoby publiczne, gdybyśmy nawet sięgnęli pamięcią, to możemy tylko zrobić rachunek sumienia i iść dalej do przodu" - powiedział w rozmowie z Super Expressem.

I zaraz dodał, że ta zasada nie dotyczy wyłącznie artystów. Według niego każdy - niezależnie od zawodu - powinien po prostu godnie przeżyć życie w zgodzie ze sobą. Brzmi jak banał, ale z ust kogoś, kto faktycznie przeżył wzloty i upadki przed kamerami, brzmi inaczej.

Koncerty to dla niego coś więcej niż śpiewanie piosenek

Kupicha zdradził też, jak traktuje występy na żywo. Nie jako obowiązek, nie jako pracę od-do - ale jako moment realnego kontaktu z ludźmi. Feel wciąż gra dla wiernej grupy fanów i wokalista najwyraźniej ceni to sobie bardziej niż niejeden artysta z dużo większym zasięgiem w social mediach.

"Oby sytuacji trudnych było jak najmniej, a dobrych jak najwięcej - i też Feel kieruje się tą zasadą, jak na koncertach gramy, staramy się z publicznością skomunikować dobrą energię" - skwitował w tym samym wywiadzie.

Spokojnie, bez wielkich deklaracji. Właśnie dlatego te słowa robią wrażenie - bo Kupicha nie gra tu pokory na potrzeby wywiadu. On po prostu tak mówi.

Pytanie, które zostaje: czy ta filozofia wystarczy, żeby Feel wrócił tam, gdzie był na początku? A może Kupicha już dawno przestał o to walczyć - i dobrze mu z tym?