Krzesimir Dębski siedział naprzeciwko Kayah i tłumaczył się z własnych słów. Nie przeprosił - ale powiedział coś, czego wcześniej nie powiedział nikomu.
Kilka miesięcy temu kompozytor Krzesimir Dębski powiedział w programie "PRZEmiana" coś, co natychmiast obiegło internet. Ocenił kierunek muzyczny swojego syna Radzimira - tego samego, który ma na koncie współpracę ze Snoop Doggiem - słowami, których wielu rodziców nigdy by publicznie nie wypowiedziało.
"Na pewno bym wolał, żeby pisał swoje utwory. A to jest troszeczkę łatwizna i świat dodawania bitów" - mówił wtedy. Internauci nie zostawili na nim suchej nitki.
"Wypowiadałem się troszeczkę inaczej"
Do sprawy Dębski wrócił niedawno w podcaście "Kayah zaprasza" na kanale RMF Classic. Tym razem nie cofnął słów - ale zmienił ich znaczenie.
"Aż mi się nie chce komentować. W życiu bym nie występował przeciwko własnemu synowi. Natomiast wypowiadałem się troszeczkę inaczej, troszeczkę krytykowałem ze względu na warstwę tekstową. Niestety wulgaryzmy są straszne" - powiedział.
Jasno zaznaczył, że jego komentarz dotyczył kondycji współczesnej muzyki jako gatunku, a nie talentu Radzimira. Dodał też, że wypowiedź została - według niego - wyrwana z kontekstu.
Kayah poprosiła go wprost: niech powie, że jest dumny z syna. Dębski nie musiał się długo zastanawiać.
"Oczywiście. Bardzo się cieszę, że imię dostał Radzimir i sobie radzi. Że się spełniło to życzenie, które zawarłem w tym imieniu" - odpowiedział.
Imiona z tradycji, wnuki już z mody
Przy okazji wyszło na jaw, skąd u Dębskiego słowiańskie imiona dzieci. Z pierwszego małżeństwa ma syna Tolisława i córkę Dobromiłę, z Anną Jurksztowicz - Radzimira i Marię. To nie przypadek ani artystyczna ekstrawagancja.
Kompozytorowi chodzi o rodzinną tradycję sięgającą kresów. Jego dziadkowie po wydarzeniach lat 40. XX wieku świadomie wrócili do polskich korzeni - i do starych imion.
"To taka tradycja, która się jakoś zachowała przez to, że moi rodzice pochodzili z kresów. Moi dziadkowie postanowili wrócić do tradycji" - tłumaczył.
Nie ukrywa jednak rozczarowania, że jego dzieci tej tradycji już nie kontynuują - wnuki dostały współczesne imiona. Dębski ma o to żal, choć łagodny.
"Teraz dochodzi już do tego, że miałem studentów na uczelniach typu Brajan" - dodał z wyraźną rezygnacją.
Czy tłumaczenie Dębskiego was przekonuje - czy to jednak było za mocne jak na ojca? Piszcie w komentarzach.




